27-08-2007, godz. 22:26
Finał MPS jest turniejem dość specyficznym. Z jednej strony jest to turniej dość kameralny, bo bierze w nim udział jedynie 16 drużyn. Z drugiej, dla większości zawodników w Polsce jest to turniej najważniejszy, bo to właśnie tu ustalana jest hierarchia siły na cały następny sezon. Jest to też jedyny turniej dwudniowy w sezonie PFP. Wszystko to sprawia, że jest to turniej szczególny.
Seria eliminacji wyłoniła czołową szesnastkę tego sezonu, byli to: Leszcze, Kille Bindżess, Bingo, Ramaja, Tutto Bene, Rydzykanci, Bularis, Kill Off(y), Bule-Zdrój, Revers, Pakt Rondo, Fahren, Drużyna K, Loskulos, La Zapatik i Pros.
Wszystkie te ekipy podzielone zostały na grupy, losowania odbyły się jeszcze w Żywcu. Ostatecznie tabelka przedstawiała się następująco:
| Pozycja | 1 | 2 | 3 | 4 |
| Grupa A | Leszcze | Kill Off(y) | Kill Off(y) | Pros |
| Grupa B | Kille Bindżess | Rydzykanci | Revers | Loskulos |
| Grupa C | Ramaja | Bularis | Pakt Rondo | La Zapatik |
| Grupa D | Bingo | Tutto Bene | Farhen | Drużyna K |
To determinowało pierwsze godziny rozgrywek. Wszystkie drużyny wiedziały, z kim przyjdzie im się zmierzyć. Zanim jednak doszło do sportowej walki, trzeba było otworzyć turniej.
Cała impreza rozpoczęła się tradycyjnie już oficjalnym powitaniem. Na otwarciu obecni byli oficjele z Radwanic, Gminy ¦w. Katarzyna i Sejmiku Dolnośląskiego. Organizatorzy dość przyzwoicie przygotowali boiska, namioty dla organizatorów i uczestników, tablice z nazwami drużyn. Troszkę polegli na dramaturgii samego turnieju i jego prowadzenia, ale to jest tylko moje prywatne zdanie. Jako zawodowy dźwiękowiec muszę jednak zganić klub z Radwanic za nagłośnienie. Wynajęci dźwiękowcy kompletnie nie podołali zadaniu i mieliśmy dwudniowy serial pt. „sprzęt się popsuł, trzeba go naprawić i sprawdzić”. Tu jednak mały punkcik dla organizatorów, takie szczęście w nieszczęściu, przygotowany bowiem był awaryjny megafon, który jakoś tam załatał tą ewidentną dziurę.
Nie o to jednak chodzi jak się zaczyna… - że sparafrazuję byłego premiera. Po części oficjalnej nastąpiło losowanie boisk dla poszczególnych grup. A potem rozpoczęła się walka.
Totalnym zaskoczeniem dla wszystkich, a zwłaszcza dla nich samych były dwie szybkie porażki faworytów turnieju – Leszczy i Kille Bindżess. Obie drużyny sieją postrach na polskich bulodromach, tymczasem w Radwanicach natychmiast spadły ze swoich grup na ostatnim miejscu i pozostała im walka o „utrzymanie się w siodle”. Kosztem murowanych faworytów do grup walczących o play-off weszli: Kill Off(y), Bule Zdrój, Revers i Rydzykanci. Łódzka drużyna (Kill Off) awansowała zresztą w ślicznym stylu, niemal lecąc przez turniej i, jak się miało okazać, lot ten miał potrwać jeszcze długo.
Swoją szansę wykorzystał także Revers. Przed samymi zawodami finałowymi Łukasz Gawrych, oś drużyny, skręcił nogę w kostce i na zawodach zameldował się w gipsie. Drużyna na ostatnią chwilę dokoptowała sobie rezerwowego… i to ich uratowało, bo „rezerwowy” Dominik Pilarski ustawiał właściwie całą grę zespołu i nie zagrzał ławki ni minuty. Podobnie było zresztą z innym „rezerwowym” – Piotrkiem Błasiakiem występującym w Bingo. Wyraz „rezerwowy” nieprzypadkowo jest tu brany w cudzysłów, i Piotr, i Dominik są zawodnikami wysokiej klasy, liderami swoich zespołów, a zaadoptowani do innych drużyn po prostu maja za zadanie przebudować te drużyny i ustawić „pod swoją grę”. Takie wzmacnianie składu jest oczywiście jak najbardziej legalne i przewidziane przepisami, ale nie jestem pewien czy do końca uczciwe wobec pozostałych drużyn. Kilku zawodników odgrażało się zresztą, że „cos z tym trzeba będzie zrobić w przyszłym roku”. Czy cokolwiek z tym zrobią – czas pokaże.
Bingo pewnie wyszło ze swojej grupy, głównie dzięki Piotrowi i jego świetnej skuteczności. Dobrze wykorzystała słabości przeciwników i swoja wysoka formę warszawska Bularis – tym razem chłopcy ze stolicy postanowili przyjechać na turniej … i słusznie.
Po dodatkowych grach awansowali dotychczasowi mistrzowie Ramaja i beniaminek Tutto Bene. Z grup C i D wyszli więc raczej faworyci, chociaż niekoniecznie w takiej kolejności, w jakiej można by się tego spodziewać. Osobiście obstawiałem taki porządek po pierwszej fazie grupowej:
| Pozycja | 1 | 2 | 3 | 4 |
| Grupa E | Leszcze | Tutto Bene | Bularis | Rydzykanci |
| Grupa F | Kille Bindżess | Ramaja | Bingo | Kill Offy |
| Grupa G | Pros | Drużyna K | Pakt Rondo | Loskulos |
| Grupa H | Rewers | La Zapatik | Farhen | Bule Zdrój |
Tymczasem stawka prezentowała się następująco:
| Pozycja | 1 | 2 | 3 | 4 |
| Grupa E | Kill Offy | Bingo | Ramaja | Rydzykanci |
| Grupa F | Rewers | Bularis | Tutto Bene | Bule Zdrój |
| Grupa G | Leszcze | Fahren | La Zapatik | Kille Bindżess |
| Grupa H | Loskulos | Pakt Rondo | Drużyna K | Prosj |
Grupa E została totalnie spacyfikowana przez zespoły z Łodzi. Bez najmniejszego wysiłku wyszły z niej Kill Offy, bez wątpienia grając turniej życia. Troszkę dłużej walczyła o swoje Ramaja i nawet świetnie dowodzone przez Piotra Błasiaka i Ryśka Kowalskiego Bingo nie mogło ich zatrzymać.
Grupa F wyglądała na bardziej wyrównaną. Dobrze predysponowane Bularis urastała wręcz do roli cichego faworyta. Szybko i bezboleśnie pokonała walczące z własnymi kryzysami Tutto Bene (Fanny!) i pewnie weszło w mecz z Reversem pod wodzą asa polskich boisk Dominika Pilarskiego, po którego stronie stała przewaga własnego boiska. I tu na obie drużyny czekała niespodzianka, zresztą podobnie jak w drugim meczu pomiędzy Bule Zdrój i Tutto Bene. Wszystkie cztery drużyny grupy F nagle zwolniły, zaczęły się nieporozumienia, kryzysy, miotanie się. Bularis przestało grać, Revers zagrało chyba najgorszy mecz z całego turnieju i wymęczyło zwycięstwo. Pokonane już Bule Zdrój odzyskało oddech tylko dzięki jeszcze większym kłopotom z psychiką i nerwami po stronie Tutto Bene. Ten kataklizm przeżyły drużyny bardziej doświadczone, czyli Revers i Bule Zdrój. Tutto Bene i Bularis trafili do grup barażowych, podobnie jak wcześniej Bingo i Rydzykanci.
Zupełnie poza burtę wypadły tego dnia cztery inne drużyny. Do grupy G trafili Leszcze i Kille Bindżess, drużyny silne i doświadczone. Fahren i La Zapatik skazane były na porażkę i uratować ich mogła już tylko totalna zapaść jednego z faworytów. Niestety cudu nie było i drużyny z Pomorza i Gorzowa musiały ustąpić zdesperowanym asom, walczącym o „być albo nie być”. La Zapatik zresztą wydaje się grać w tym sezonie słabiej, chociaż jest to team grający dość równo.
Poza turniej wypadła tez Drużyna K. Wyraźnie nie był to ich dzień i nie ich turniej, przegrywali wszystko i ze wszystkimi. Zawiodła też rewelacja zeszłorocznego finału – Pros. Nie mogąc znaleźć recepty na grę miotali się po boisku wygrywając jedynie z tymi, którzy pokonywali się sami.
Tak zakończył się pierwszy dzień turnieju. Grupy Barażowe przedstawiały się następująco:
| Pozycja | 1 | 2 | 3 | 4 |
| Baraż 1 | Bingo | Tutto Bene | Pakt Rondo | Kille Bindżess |
| Baraż 2 | Bularis | Rydzykanci | Leszcze | Loskulos |
Dnia drugiego wczesnym rankiem na bulodromie zameldowali się tylko sędziowie, obsługa i osiem barażowych drużyn. Zawodnicy ekip rozstawionych już do play-off mogli pospać nieco dłużej. Walka zapowiadała się ciekawie, bo w grupach barażowych, gdzie gra „szła o wszystko” znalazły się cztery z pięciu najlepszych drużyn sezonu. Jedynie Ramaja, jak to na mistrzów przystało, spokojnie zakwalifikowała się do dalszej gry. Zresztą zawodnicy z Łodzi jako pierwsi pojawili się na trybunach, by obserwować swoich przyszłych przeciwników.
Pierwsza grupa barażowa jawiła się jako „grupa śmierci”, zwłaszcza dla Pakt Rondo. Oto drużyna przyjaciół i sąsiadów, bardziej zlepek zawodników niż jakoś tam budowana drużyna, miał stawić czoła drużynom z drugiego, czwartego i piątego miejsca eliminacji. Pakt Rondo zapewnił sobie wejście do stawki najlepszych drużyn dopiero w Liskowie, gdzie na własne życzenie kilku pewniaków wystrzeliło się poza nawias. Jednak ten, kto obstawiłby awans podwałbrzyskiej drużyny – zgarnąłby sporą wygraną. Rozgrywki zaczęły się od nijakiego i męczącego pojedynku z Tutto Bene. W tym samym czasie Bingo spokojnie masakrowało murowanego faworyta – Kille Bindżess. Druga i piąta drużyna eliminacji musiały uznać wyższość swoich przeciwników i spotkały się w meczu o wszystko… i to był chyba jedyny ładny mecz rozegrany przez obie te drużyny w całym finale. Walka toczyła się do samego końca, siły były wyrównane ze wskazaniem, o dziwo, na młodą drużynę z Wrocławia i Radwanic. Przy stanie 11:10 dla Kille Bindżess, w ostatniej rozgrywce, asy z Radwanic i Jedliny wyrzucają pięć swoich kul, by pokonać jedną kulę Kasi Karwowskiej (25 cm na prawo od świnki)… i nic. Dopiero Tomek „Lipton” Lipczyński ustawia ostatnią kulę przy samym koszonku. Tutto Bene ma pięć kul, by zestrzelić broniącą kulę Liptona i dołożyć choćby jedną. Cztery strzały, jedna próba puenty… i nie Tutto jest już takie Bene. Kille wygrywają jednym punktem i mogą odetchnąć, jednak nie na długo, bo zaraz padają łupem właśnie Paktu Rondo. Jurek Siara, dowodzący drużyną z Jedliny daje dobrą lekcję swoim dwóm synom występującym w Bindżessach. W ten sposób turniej pożegnał kilku „faworytów”.
Rozgrywki w grupie Baraż 2 odbyły się według scenariusza, jaki łatwo można było przewidzieć. Leszcze zdeterminowane i już nieco odbudowane pokonały rodzinny team Kastelików (Rydzykanci). Zachęcone nieoczekiwanym sukcesem Loskulos zagrało bez obciążeń z pogromioną i przyhamowaną Bularis. Mało kto spodziewał się, że W kolejnej rundzie Loskulos pokona również Leszcze, ale dobrzy obserwatorzy z dnia pierwszego nie byli zaskoczeni.
Tymczasem Bularis toczyło długi i męczący pojedynek z Bularis. Obie drużyny wystąpiły nieco poniżej swoich oczekiwań w turnieju, obie miały ochotę na awans. Emocje udzielały się wszystkim. No właśnie, na karb emocji można chyba zrzucić to, co stało się w ostatniej rozgrywce tego meczu. Przy stanie 9:11 dla Rydzykantów Łukasz Kastelik podniósł pierwszą kulę drużyny Bularis, chcąc jak najszybciej policzyć punkty i ogłosić swoje zwycięstwo jednym oczkiem. Problem polegał na tym, że Bularis miało jeszcze jedną kulę do wyrzucenia, a na placu leżały już dwa punkty, teoretycznie więc mogli jeszcze doprowadzić do remisu. Oczywiście w takiej sytuacji został wezwany sędzia (Jarek Dąbrowski – sędzia główny; drugim sędzią był Maciek Ziółkowski – autor tego tekstu, być może nie do końca obiektywny). Problem jednak w tym, że sędzia popełnił błąd w interpretacji sytuacji i zabrakło mu trochę stanowczości. Podczas całych zawodów pomiędzy rundami były bardzo małe przerwy, tak było i tym razem, kolejna runda ruszyła. Wtedy to z reklamacją sytuacji u sędziów zjawił się Krzysiek Krot, kapitan Bularis. Po krótkiej naradzie i konsultacji sędziowie zdecydowali się uwzględnić reklamację. Runda została wstrzymana na 10 minut, a drużyny Bularis i Rydzykanci musiały rozegrać ostatnią rozgrywkę przy stanie 11:11. Wygrało Bularis i układ w grupie zmienił się diametralnie. Rydzykanci pożegnali się w ten sposób z turniejem, Bularis zresztą grało nie dużo dłużej, ulegając gładko Leszczom. Cały ten incydent był dość kuriozalny i precedensowy. Sędziowie, poniekąd słusznie, usłyszeli kilka cierpkich słów od zawodników i organizatorów. Cała sprawa wywołała wrzenie wśród wszystkich obecnych i rzuciła troszkę cień na zawody. Osobiście współczuję drużynie Rydzykantów, bo pożegnali się z turniejem w sposób dziwny i na pewno nieprzyjemny, zapewne zupełnie inaczej cała sprawa by wyglądała, gdyby sędziowie skonsultowali się wcześniej, przed wydaniem błędnej decyzji. Duża bura dla sędziów, duża bura dla Bularis, która tak późno wniosła protest, trzeba jednak pamiętać, że to zawodnik Rydzykantów spowodował całe to zamieszanie.
Tak dotarliśmy do fazy play-off. Tu zasady się zmieniały, nie było już drugiej szansy. Teraz trzeba było grać każdy mecz na 100%. Naprzeciw siebie stanęły łódzkie Kill Off(y) i Pakt Rondo a także Bule Zdrój i Bingo. Po drugiej stronie drabinki spotkali się Ramaja i Loskulos oraz Leszcze i Revers. Ten ostatni pojedynek okazał się szlagierem. Mecz był długi (faza play-off rozgrywana była bez limitów czasowych) i zacięty, ale z boiska w glorii zwycięstwa zszedł zespół z Żywca i to on stanął przed szansą pozbawienia korony aktualnych mistrzów. Oba pojedynki, Ramaja – Leszcze i Kill Off(y) – Bingo, rozpoczęły się jednocześnie. Na trybunach zasiadło wielu zawodników, którzy już zakończyli bój, ale trybuna wypełniła się również kibicami z pobliskiego Wrocławia i samych Radwanic.
Po troszkę nijakim meczu Leszcze pokonały Ramaję, Łodzianie grali bardzo spokojnie, ale jednocześnie bardzo nieskutecznie. W ekipie z Żywca brylował zwłaszcza Jędrek ¦liż i to ta potężna siła ognia rozłożyła mistrzów na obie łopatki.
Narozstrzygnięcie w drugim półfinale przyszło czekać dłużej. Mecz pomiędzy Bingo i drugą łódzką drużyną trwał dwie godziny i dziesięć minut! Początkowo na prowadzenie wysunęła się dzierżoniowska drużyna pod wodzą Piotra Błasiaka i wyglądało na to, że mecz nie potrwa długo. Jednak Marcin „Rutek” Rutkowski jest zbyt doświadczonym kapitanem, by pozwolić swojej drużynie złożyć broń tak szybko. Łodzianie dogonili Bingo i od tej pory gra zwolniła, ale też stała się bardzo wyrównana. Fortuna sprzyjała Dolnoślązakom, a fortunie tej pomagali Piotr Błasiak i Rysiek Kowalski. Gdy do walki włączył się jeszcze Augustyn Melski, nienajpiękniej stylowo grający, ale w tym meczu zabójczo skuteczny, nic nie mogło już zagrodzić Bingo drogi do finału. I tak w walce o wszystko zmierzyło się Bingo i Leszcze. Trzecie miejsce pojedzie do Łodzi, tak czy inaczej.
Pojedynek finałowy do pewnego momentu był dość wyrównany, chociaż teraz, z perspektywy czasu, wydaje mi się, że późniejsi tryumfatorzy z zimną krwią kontrolowali sytuację taktyczną przez cały czas. Leszcze wysunęły się na prowadzenie, Bingo stanęło na ósmym punkcie. Nawet wspaniała dyspozycja dzierżoniowskich strzelców nie pomogła wiele, seria błędów sprawiła, że w jednej rozgrywce Bingo broni się jedną, ostatnią kulą, a skuteczny strzał Żywczan może zakończyć mecz. Do koła wchodzi Jędrzej ¦liż, ustawia się, mierzy… i pudłuje. Teraz emocje sięgają już zenitu. Drugi strzał i… mamy nowego mistrza. Jędrek pada na kolana, wycieńczony napięciem nerwowym, jakiego właśnie doświadczył. Jędrzej i Andrzej reprezentowali kraj już kilka razy, mają na koncie wiele sukcesów i tytułów, a mimo to zwycięstwu towarzyszyły szczere, niekłamane łzy wzruszenia. Tytuł wraca do Żywca, umarł król, niech żyje król!
Jeśli mnie pamięć nie myli, dwa lata temu napisałem, że drużyna Andrzeja ¦liża nie potrafi mentalnie znosić turniejów tak, jakbym tego oczekiwał od prawdziwych mistrzów. Dziś oficjalnie odszczekuję te słowa – hau, hau, hau! Przez finałowy turniej do tytułu można dojść rozgrywając jedynie siedem spotkań, tymczasem żywiecka drużyna doszła do tytułu chyba najdłuższą możliwą drogą. Trzeba naprawdę dużego doświadczenia i siły psychiki, by przejść w ten sposób przez boje w top-16.
Wybierając MVP (Most Valuable Player – najlepszy zawodnik) tego turnieju, zdecydowanie wskazuję Piotra Błasiaka z Dzierżoniowa. Co prawda sam nie zakwalifikował się do turnieju, był jedynie „rezerwowym”, ale to on właśnie na swoich plecach wwiózł Bingo aż do finału.
Na pochwałę zasługują na pewno łódzkie Kill Off(y). Co prawda pędu starczyło im wyłącznie do półfinałów, ale wiele drużyn mogło jedynie pomarzyć o takim występie. Podobnie Revers nie poradził sobie co prawda z całymi rozgrywkami, ale drużyna ta zajęła pozycję dużo wyższą, niż ktokolwiek mógł przypuszczać (trochę szkoda, że wszystko za sprawą Dominika Pilarskiego, który zbudował tą ekipę na nowo). ¦wietny występ zaliczył Loskulos – cicha gwiazda turnieju.
Nieco zawiódł warszawski Bularis. Występ tej drużyny zapowiadał się świetnie, a skończył raczej słabo i w atmosferze skandalu. Dzięki regulaminowym zawirowaniom „chłopcy ze stolicy” otrzymali drugą szansę, ale nie potrafili jej wykorzystać. Problemy Bularis były jednak niczym w porównaniem z blamażem autorstwa Kille Bindżess. Powiedzmy sobie szczerze, że Tomek Lipczyński, Danel Siara i Piotr Siara są solidnymi zawodnikami, można wręcz zaryzykować tezę, że są to gracze wybitni, ale to, co wykonali w Radwanicach woła o pomstę do nieba i tak naprawdę stawia pod dużym znakiem zapytania umiejętności tych trzech panów.
Generalnie uważam, że turniej finałowy MPS w Radwanicach udał się. Można by czepiać się różnych szczegółów ze strony organizacyjnej, można by narzekać na pracę sędziów (poza jedną duuuużą wpadką raczej bez zarzutu), można utyskiwać na niesprawiedliwy regulamin… ale jedna rzecz na zawsze utkwi w mojej pamięci: atmosfera wielkiego święta, spotkania ludzi o wspólnych celach, wspólnych pasjach; spotkania ludzi, czerpiących radość z gry… wciąż potrafiących płakać z radości. Było warto…
| Dodano: 11-09-2007, 23:48 przez: matyah |
| Oj, cos sie porobilo, nie do konca wiem dlaczego. Jarku, ja napisalem relacje i nie moglem pominac tego wydarzenia - po prostu. Ja nie wiem czemu odbierasz kazda moja wpowiedz jak jakis zlosliwy atak. Wlasnie przed chwila napisalem, ze tez jestem wspolwinny. Jarku, prawda jest taka, ze stalo sie to, co sie stalo. Ja nie napisalem nic w relacji, ani w komentarzu co mialoby byc jakims sygnalem do palenia na stosie... nie mailem przynajmniej takiego zamiaru. Jesli poczules sie urazony, to szczerze cie PRZEPRASZAM. Przepraszam Cie tym bardziej, ze cenie Cie jako sedziego i mojego jakiegos tam znajomego czy kumpla. Sedziowanie z Toba to byla prawdziwa przyjemnosc, szczerze. podjelismy taka, a nie inna decyzje po konsultacji, nie wszelem sobie na boisko i nie zarzadzilem, ze oto teraz "ja przejmuje okret". Jesli tak to wygladalo... no to moge Cie tylko jeszcze raz przeprosic i walnac sie w piers za glupote i brak wyczucia. No nie wiem, wyszlo, ze jest jakis problem miedzy nami, burzliwy i ciagle dajacy o sobie znac, nie wiem jak do tego doszlo. jesli mozemy siasc do piwa i wszystko sobie wyjasnic, to ja chetnie, moze zdaze zanim urodza mi sie dzieciaki - ja stawiam, bo wychodzi, ze to ja jestem winny zamieszaniu. Zadzwonie do Ciebie, sprobuje nie zapomniec i pogadamy. Aha, jeszcze PW.... musialem zapomniec albo w ogole nie zauwazylem, bo ostatnio nie mam kiedy byc na sieci. No coz, nie powiem, przykro mi, jak piszesz takie rzeczy jak to na koncu twojego postu.... no rozumiem, ze jestes na mnie wsciekly, ale dotychczas chyba bylo ok... a Maciek Ziolkowski juz od dawna jest frajerem do kopania. Ja zreszta nie chce zadnych zaszczytow i nigdzie nie chce zasiadac, jestem w komisji Reg-Sedz tylko dlatego, ze steroryzowal mnie BBiel, ale Bog mi swiadkiem, ze dlugo sie bronilem. Nie mnie zreszta oceniac, Jarku, twoja prace. Podejrzewam, co niektore osoby moga o mnie mowic... no morze znikad to sie nie wzielo, nie jestem obiektywny. Ku radosci osob, ktore mnie nie lubia powiem tylko, ze nie jestem juz trenerem Kadry Polski i nie jade do Tajlandii... bede kibicowal chlopakom z RP. Dobra, bo zaczynam jakies gorzkie zale... mam nadzieje, Jarku, ze wkrotce porozmawiamy. Przepraszam wszystkich, ktorzy poczuli sie urazeni... niczyjej wygranej nie umniejszam, chyle czola przed lepszymi ode mnie. |
| Dodano: 2-09-2007, 20:55 przez: Y61 |
| Po MPS targały mną różne rozterki. Jak bardzo wie tylko Prezes PFP, z którym mogłem o tym porozmawiać na spokojnie. Ta bulwersująca sprawa nie dawała mi spokoju. Tak, bulwersująca ale nie w zakresie mojej pierwszej decyzji a sytuacji wywołanej przez Maćka – sędziego pomocniczego. No ale skoro nie jest się sędzią głównym to trzeba „zabłysnąć” w inny sposób. Środowisko bularskie samo nie zlinczowało Jarka, więc trzeba było sprawę wywlec ponownie i jak zwykle wyjmować kasztany z ogniska cudzymi rękami. Jak widać ręce się znalazły. Po powrocie poprosiłem na PW petanque.com.pl Maćka o odniesienie się do zmienionej decyzji (ustalonej w kuluarach beze mnie za to po próbach telefonicznych konsultacji) w świetle obowiązującego Regulaminu Gry. Do chwili obecnej nie otrzymałem odpowiedzi. Wyliczanki Piotra są nie podparte sensownym wytłumaczeniem i nie obrażę się na Ciebie (Piotrze) bo nie mają oparcia w przepisach. Jeśli ktoś chce podważać moją pierwszą decyzję to proszę się odnosić do obowiązujących przepisów. Natomiast moim bezspornym błędem było to, że uległem naciskom. Wywlekanie tej sprawy w taki sposób jest podwójnie podłe bo „szarpie rany” Kastelikom(dzięki za kapitalną postawę)brawo! I podważa sukces „Leszczy” Podwójne świństwo i znowu Matyah! Gratuluję! Naciski, którym uległem i zgodziłem się na zmianę decyzji rzeczywiście świadczy o słabości ale, który z sędziów PFP potrafi uniknąć podobnych pułapek? Jeśli Zarząd lub upoważnione Ciało kolegialne podejmie decyzję w tej sprawie to ja się zastosuję do niej. Pod warunkiem, że nie będzie tam Maćka Ziółkowskiego. |
| Dodano: 28-08-2007, 19:45 przez: matyah |
| Trudno sie nie zgodzic. Ja mysle, ze odsuniecie Jarka, to wcale nie jest zadne wielkie halo... to zwykla konsekwencja... zreszta mozna by sie zastanowic czy nie nalezaloby wyciagnac konsekwencji wobec drugiego sedziego... czyli mnie. Ja zreszta mysle, ze kary powinny byc po prostu surowe... a tak poza tym, to tak sedziowie, organizatorzy, dzialacze, jak i zawodnicy powinni zaczac od sedziow wymagac. Sedziowie nie rozwijaja sie, nikt ich nie weryfikuje ani nie egzaminuje, wiec to po prostu nie mobilizuje. Sprawe zas samej sytuacji postaram sie opisac w sedziowskich oczach. |
| Dodano: 28-08-2007, 20:32 przez: matyah |
| Trudno sie nie zgodzic. Ja mysle, ze odsuniecie Jarka, to wcale nie jest zadne wielkie halo... to zwykla konsekwencja... zreszta mozna by sie zastanowic czy nie nalezaloby wyciagnac konsekwencji wobec drugiego sedziego... czyli mnie. Ja zreszta mysle, ze kary powinny byc po prostu surowe... a tak poza tym, to tak sedziowie, organizatorzy, dzialacze, jak i zawodnicy powinni zaczac od sedziow wymagac. Sedziowie nie rozwijaja sie, nikt ich nie weryfikuje ani nie egzaminuje, wiec to po prostu nie mobilizuje. Sprawe zas samej sytuacji postaram sie opisac w sedziowskich oczach. |
| Dodano: 28-08-2007, 8:16 przez: piomat49 |
| Brawo Maćku świetna relacja i duża doza odwagi w samokrytyce (praca sędziów), ale właśnie do tej wpadki sędziowskiej chcę się przyczepić i ryzykując nawet "nienawiść" Jarka Dąbrowskiego (co się może objawić tym że przestanie dla mnie zbierać kalendarzyki, a dzięki niemu moja kolekcja znacznie urosła w "siłę") stawiam wniosek, że przez kolejny sezon Jarek nie powinien sędziować turnieju jako sędzia główny, przecież sytuacja z tego spornego meczu była jasna nawet dla ludzi którzy nie mają licencji sędziowskiej czyli bez względu co by się nie działo jeżeli kulę podniósł zawodnik drużuny Rydzykantów to kula która została na ręce przeciwnikowi winna punktować i wten sposób do 2-ch punktów należało doliczyc trzeci i przy stanie 11:11 dograć mecz do zwycięskiego punktu. Ale po podjęciu decyzji jaką podją Jarek i puszczeniu kolejnej rundy nie można jej wstrzymywać (zwłaszcza że był już wynik punktowy) i wracać do poprzedniej rundy (przypomnę że decyzję podją sędzia główny zawodów a jego decyzje są nie podważalne) to jest tak jak by podczas meczu piłkarskiego sędzia podją decyzję o rzucie karnym a kiedy drużyna strzeliła bramkę, po konsultacji z sędzią bocznym anulował tego gola. Panowie sędziowie, jeżeli się nie jest pewnym jakiejś sytuacji to przed podjęciem ostatecznej decyzji przez sędziego głównego należy to zkonsultować (zwłaszcza że w turnieju grali bezmała wszyscy sędziowie PFP). I to tyle mojej dywegacji na temat sędziowania. Pozdrawiam Piomat (Bestia). |
| Dodano: 3-09-2007, 12:33 przez: bbiel |
| Nie zazdroszczę sędziemu podejmowania decyzji w sytuacji, co do której nie ma wprost odniesienia w regulaminie. Moim zdaniem, należy wtedy opierać się na tym co jest w regulaminie oraz na ogólnie przyjętych zasadach. Jako ogólnie przyjętą zasadę uznałbym to, że strona nie wykraczająca nie może ponosić straty. A jedyny zapis regulaminowy, który ewentualnie można odnieść do tej sytuacji to: „Artykuł 26 - Kule podniesione przed zaakceptowaniem punktów Po zakończeniu rozgrywki, każda kula podniesiona przed zaakceptowaniem punktów jest nieważna (martwa), jeśli nie była wcześniej zamarkowana. Żadna skarga nie jest w tej sprawie uwzględniana (dopuszczalna).” Gdyby czytać, ten artykuł wprost to w kontekście całego regulaminu albo jego twórcom nie przyszło do głowy, by ktoś mógł podnieść kulę przed zakończeniem rozgrywki, a tym bardziej by mogła by to być kula przeciwnika, albo gra polegała by na tym iż zawodnicy czaili by się na nieoznaczone punktujące kule, by jak najszybciej je podnieść. Pragnę zauważyć, iż wbrew zaleceniom wypływającym z regulaminu, znaczenie pozycji kul nie jest powszechnym zwyczajem, nawet na meczach rozgrywanych w ramach Mistrzostw Świata, co oglądający kopie relacji telewizyjnych mogli zauważyć. Biorąc powyższe pod uwagę interpretuję to tak: podniesienie nieoznaczonej kuli przeciwnika było po pierwsze automatycznym zakończeniem rozgrywki, a po drugie akceptacją punktu dla tej kuli, w tej sytuacji należało ustalić resztę punktów wynikających z położenia pozostałych kul, a kulę nie zagraną przyjąć jako domniemany punkt w myśl sformułowanej wcześniej zasady, iż nie popełniający wykroczenia nie mogą ponosić strat. Morał z tego zdarzenia jest taki: Nigdy nie dotykaj kul przeciwnika. Zanim podniesiesz swoją kulę, zastanów się dwa razy, co wszystkim graczom polecam. |
| Dodano: 4-09-2007, 13:20 przez: piomat49 |
| Jeżeli Jarku uważnie czytałeś moje "wypociny" to z pewnością zauważyłeś, ze ja Ciebie nie winię za podjęcie pierwszej decyzji (Rydzykanci wygrali), ale za to, że uległeś naciskom i cofnęłeś turniej (przypomnę że kolejna runda była już w toku). Ja nie chcę i nawet nie mam takich aspiracji by umiejszać zwycięstwo Leszczy, wręcz jestem zdania, że właśnie tylko Oni byli w stanie dokonać czegoś, co na 99% innej druzynie by się nie udało. Przecież Oni byli już prawie na łopatkach a zdołali się podnieść i w pięknym stylu wygrać mistrzostwa. Pozdrawiam Piomat |
| Dodano: 5-09-2007, 0:50 przez: marek_markiewicz |
| Sprobuje odtworzyć fakty jakie miały miejsce podczas tej feralnej rozgrywki (ponieważ dowiedziałem się o zaistniałej sytuacji znacznie później proszę lepiej zorientowanych o dokonanie poprawek). Wynik przed ostatnim rzutem "świnki" 08:11 1. Po wyrzuceniu swojej ostatniej kuli zawodnik podnosi kulę przeciwnika chcąc policzyć pumkty. 2. Przeciwnik zwraca uwagę, że posiada jeszcze jedną, nie zagraną kulę. 3. Podniesiona kula mimo, że nie była markowana zostaje odłożona na poprzednie miejsce. 4. Zostaje wezwany sędzia, który proponuje dogranie ostatniej kuli. 5. Decyzja sedziego zostaje zaakceptowana przez strony i drużyna "pokrzywdzona" wykonuje ostatni (nieudany) rzut. 6. Po podliczeniu punktów (po ostatnim rzucie wynik nie ulega zmianie) zostaje podany do sekretariatu wynik 10:11 7. Rusza kolejna runda w której biorze udział drużyna uznana za zwycięzce. 8. ???????????????????????? 9. Runda zostaje przerwana, następuje zmiana decyzji sędziego głównego i zostaje "dograny" zakończony wcześniej mecz od wyniku 11:11 poprzez dodatkowy rzut świnką. 10. Punkt zdobywa drużyna, która wcześniej została uznana za pokonaną i ona awansuje do dalszej rundy. 11. Drużyna, która najpierw była zwycięzcą a potem pokonaną (odpowiednio "podkręcana" przez "życzliwych") chce złożyć pisemny protest do ..............prezesa PFP ?????????????????? takie były fakty zanim podzielę się z Wami swoimi refleksjami i przemyśleniami bardzo proszę sprobujcie postawić się w roli: - sędziego głównego; - sędziego pomocniczego: - zawodnika drużyny zwycięskiej?????? - zawodnika drużyny pokonanej???????? - "życzliwych"; - prezesa PFP; miłych przemyśleń |
| Dodano: 5-09-2007, 19:51 przez: bbiel |
| Spróbuję. Powyżej przedstawiłem moją interpretację zdarzenia, która powstała w dość dużej przestrzeni czasowej po uzyskaniu z kilku źródeł informacji co do faktów. Sędzia podejmował decyzję pod pewną presją czasową i w mojej ocenie decyzja ta została podjęta w dobrej wierze. Podniesiona kula odruchem Pawłowa ( zamiast dzwonka, krzyk przeciwników: mamy jeszcze kulę) powróciła na swoje miejsce, zawodnik, który ja podniósł został ukarany ( nie może być akceptacji sędziego dla takich zachowań), a przeciwnicy zagrywając ostatnią kulę zaakceptowali decyzję sędziego. (Uważam iż istnieje coś takiego jak duch regulaminu i w nim dość istotną rolę odgrywa akceptacja. W turnieju seniorów cel zagrany na 5,5m po zagraniu dwóch kolejnych kul jest ważny choć istnieje zapis, że : „Artykuł 7 – Właściwy (ważny) dystans rzucanego celu Aby rzucony cel był ważny należy spełnić następujące warunki: 1) Dystans oddzielający cel od najbliższego brzegu kółka może być pomiędzy: minimalnie 4 metrami, a maksymalnie 8 metrami dla młodzików, minimalnie 5 metrami, a maksymalnie 9 metrami dla kadetów, minimalnie 6 metrami, a maksymalnie 10 metrami dla juniorów i seniorów,” Kula, która opuści teren gry, a następnie odbita od przeszkody powróci nań jest nieważna, ale gdy przeciwnik zagra swoją kulę przed jej usunięciem staje się ważna.) Ostatecznie został ustalony wynik i tu kolejny zapis regulaminowy : „Artykuł 30 - Skargi (uwagi) Aby dana skarga była uwzględniona, musi zostać zgłoszona sędziemu głównemu. Nie może być rozpatrywana skarga złożona po ustaleniu wyniku rozgrywki.” Na tym sprawa powinna się zakończyć, a na podstawie tego zdarzenia można by potem dyskutować jaka powinna być decyzja sędziego: taka jaką podjął, czy taka jaką ja zaproponowałem, czy też może trzeba by zastosować : „ Artykuł 40 - Skład i decyzje Jury Każdy przypadek nie opisany w zasadach jest przedstawiany sędziemu głównemu, który może zreferować go Jury zawodów. To Jury składa się co najmniej z 3 osób a maksymalnie z 5 osób. Decyzje powzięte przez Jury zgodnie z tym paragrafem, są ostateczne. W przypadku podziału głosów, przewodniczący Jury ma decydujący głos.” To co się potem stało jest precedensem i stawiając się zgodnie z prośbą w roli Prezesa uważam iż Zarząd winien wydać oświadczenie iż ten precedens nie powinien mieć miejsca i nigdy w przyszłości nie można się na niego powoływać. |
|
Serwis komputerowy Solidny serwis w Warszawie www.serwis.alicom.p… |
Kite Surfing Sklep Kite Surfing www.KiteShop.pl |
prace licencjackie prace licencjackie www.pisanieprac.pl |
Anime do ściągnięcia Anime do ściągnięcia! ht-a4u.info |
kominki kominki www.katikominki.pl |
|
Ełk Ełk eglobis.com |
KAMERY Z TWARDYM DYSKIEM KAMERY Z TWARDYM DYSKIEM SKLEP www.maximedia.pl/ka… |
Dźwigi Warszawa Windy warszawa, dźwigi www.lift-malko.pl |
drogeria drogeria www.beautyfly.pl |
spa klinika spa www.piastowgrod.pl |