28-08-2006, godz. 23:06
Długo oczekiwałem na ten wypad do stolicy. Od momentu zgłoszenia się na próbę bicia rekordu Guinnessa w długo¶ci gry w bule upłynęło sporo czasu a całkiem niedawno dowiedziałem się o ostatecznej wersji i nie ukrywam, że wzi±łem głęboki oddech zanim ostatecznie potwierdziłem swój udział.
Wreszcie jadę. Jestem w Warszawie wieczorem i jedziemy od razu zobaczyć arenę zmagań. Moim przewodnikiem i opiekunem jest Krzysiu Krot. Jestem pod wrażeniem! Jak zawsze koledzy z Warszawy s± perfekcyjnie zorganizowani. Miejsce historyczne i urokliwe (stary fort, w którym podczas Powstania Warszawskiego był szpital AK). No i Pan Marian, pułkownik rezerwy, doktor nauk. Człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych a przy tym serdeczny i chętny do pomocy.
Przy tylu wrażeniach i poznanych ludziach spania nie ma. Resztki rozs±dku każ± nam i¶ć spać ok. 2,00. Godzina 4,00 pobudka bo ¶niadanie i dojazd zajmuj± sporo czasu a zaczynamy ok. 5,00. W forcie jeszcze szaro, ostatnie przygotowania, ustalenia i ruszamy . Kamera start i 5,15 zaczynamy! Po kilku minutach dociera do mnie, że przed nami ponad 40 godzin grania bez możliwo¶ci (kto by miał odwagę zepsuć pozostałym zabawę?) opuszczenia bulodromu. Wysiłek fizyczny to pestka w porównaniu z obci±żeniem psychicznym. Przyznaję, że bardzo mnie zdołowała ta umownie zamknięta przestrzeń. Czas płyn±ł w zwolnionym tempie i koniec był bardzo odległy. Pierwszy kryzys fizyczny nadszedł nad ranem gdy niewyspanie dało znać o sobie. Ponieważ zacz±ł padać deszcz położyłem się na ławce na bulodromie przykryty bokiem pawilonu i tak przespałem ok. 2 godziny. Poza mn± na zmianę spał też Maciek i chwilkę Audi. Pozostali czyli Paweł, Herbata i Robert grali bez odpoczynku. Nasza obsługa: Krzysiek Krot, Dorcia, Myszka, Artur i inni spisywali się na medal i zaopatrzenie oraz wsparcie duchowe było zawsze na czas.
Wieczorem jakby spłynęła na nas fala nowych sił. Grali¶my bardzo widowiskowo. Wspaniałe pointy i sporo efektownych wybić. Widowni przybywało a my grali¶my jak nawiedzeni. Kiedy już wiedzieli¶my, że rekord pobijemy chcieli¶my grać do 60 godzin ale Krzy¶ zdecydował, że jak maraton to 42,19` 50``godziny. Wygonił nas z bulodromu!
Pierwsze chwile na trawiastej ziemi bez chrzęstu żwiru były co najmniej dziwne. Gratulacjom i owacjom nie było końca, był szampan, zdjęcia, buziaki i u¶ciski. Spora ulga, że już koniec ale i niedosyt bo sił jeszcze sporo. Teraz pozostaje tylko czekać na oficjalne wyniki i informacje o pobiciu naszego rekordu!
Koniec cz.I
Autor: Y61...
|
koce Pledan zaprasza :) www.pledan.pl |
intranet intranet intranet.netsprint.… |