bule
zaloguj sie na forum
bules

Mistrzostwa Świata od podszewki

28-08-2006, godz. 19:42

22 października 2005
MŚ w Brukseli zaczęły się dla nas już w niedzielę, 18 września, kiedy wyruszyliśmy w drogę do Belgii. W poniedziałek, już u celu, nie omieszkaliśmy zajrzeć na miejsce gry. Rzecz będzie się działa w dużym, specjalnie rozstawionym na ten cel, namiocie, który mieści dwa razy po osiem rzędów siedzisk w sześciu sektorach z każdej strony, ale tylko, co dla nas grających najważniejsze, szesnaście boisk. Zastanawialiśmy się, jak wyglądać będą gry przy 54 uczestniczących drużynach, a dzisiaj, w czwartek już wiemy. Będzie niestety czas oczekiwania na poszczególne mecze. Każdej grupie ( z ośmiu) przysługują tylko dwa boiska. Ale o tym za chwilę. Całość imprezy toczyć się będzie na terenie centrum sportów, mieszczącego boisko piłki nożnej, kort, parę hal, ale otoczenie pomiędzy tymi zabudowaniami specjalnie nie zachwyca. Co prawda w tej chwili wypełnia go tłum zawodników, członków delegacji, kibiców i innych zainteresowanych, który stanowczo dodaje kolorytu temu miejscu, ale jesteśmy – i nie tylko polska ekipa – nieco rozczarowani. Obok namiotu z boiskami, stoi namiot z akcesoriami do gry w petanque, na czele z kulami oczywiście, ale także ubraniami, pokrowcami wszelkiego rodzaju itp. oraz stanowiskiem do grawerowania kul i haftowania ubrań. Są stoiska gastronomiczne z „euroeuropejskimi” cenami napojów, przekąsek, a także restauracja. We wspomniany poniedziałek „dotknęliśmy” boisk, a następnego dnia nawet rzuciliśmy kulami, aby przekonać się o rodzaju terenu, nade wszystko o jego twardości. Organizatorzy bardzo szybko zwrócili nam uwagę, iż próbowanie boisk przed zawodami jest niedozwolone. Na oko boiska wydają się przyjazne, miękkie: są piaskowo-żwirowe, okraszone gdzieniegdzie klińcem. Jednak po zetknięciu kuli z podłożem ocena miękkości i przyjazności jest już nieco inna. W trakcie kolejnych gier okazało się, jak różne mogą być podłoża pod jednym dachem. W porównaniu z Genewą czy Grenoble, boiska są na plus ( oczywiście, gdyby nie ich ilość). I tyle na razie o mistrzostwach. W poniedziałek, wspólnie z Pauliną i Mateuszem, pospacerowaliśmy nieco po Brukseli, przywitaliśmy oczywiście siusiającego chłopca, zwanego Manneken - Pis, niepozorną w sumie figurkę, która urosła do rangi jednego z symboli Brukseli. Postać ta raz po raz przebierana jest w przeróżne stroje, których cała kolekcja znajduje się w Muzeum Brukseli. Ostatnio, z okazji obchodów 25-lecia powstania „Solidarności”, chłopiec ubrany był w strój polskiego stoczniowca. We wtorek, kiedy dzięki uprzejmości europosłanki Podbeskidzia, Małgorzaty Handzlik, odwiedziliśmy siedzibę Europarlamentu, mignął nam przy wejściu przywieziony limuzyną, Lech Wałęsa, który przybył na specjalną sesję poświęconą „Solidarności”. Po krótkim wykładzie na temat funkcjonowania tej machiny europrawodawstwa, ruszyliśmy na obchód tego wielkiego kompleksu gmachów. Byliśmy w zakątku polskich posłów, zaglądaliśmy do sal obrad, wmieszaliśmy się w różnobarwny i wielojęzyczny korowód posłów, urzędników, asystentów, gońców i gości takich, jak my. Na koniec zjedliśmy razem z naszą przewodniczką, bardzo tani, jak na brukselskie możliwości, obiad w stołówce parlamentu (ok.5 euro!) W stolicy Belgii zajrzeliśmy jeszcze w parę miejsc, które zobaczyć „należy”, w tym Grand Place, z przepięknymi bogato zdobionymi kamienicami, na którym to placu raz w roku zakwita dosłownie i w przenośni olbrzymi różnobarwny kobierzec z kwiatów. Zachwycający jest także koloryt tzw. „żołądka Brukseli”, zakątka kilku uliczek usłanych ogródkami, przytulonych do siebie, jedna w jedną, restauracyjek, w których każdy smakosz znajdzie coś dla siebie. Napotkaliśmy też w jednym z zaułków tej okolicy figurkę zapomnianej, zakratowanej ( patrz zdjęcia ) siusiającej dziewczynki – i gdzie tu równouprawnienie .. Można by wiele jeszcze rozprawiać o urokach tej stolicy Europy, ale wiem, że sympatycy petanque już przebierają nóżkami, aby dowiedzieć się czegoś konkretnego na temat mistrzostw, celu naszego wyjazdu.
Tak więc po wzorowej aklimatyzacji, w środę zameldowaliśmy się w biurze mistrzostw do akredytacji, czyli faktycznego zgłoszenia przybyłych zawodników, określeniu członka drużyny, który wystartuje w konkurencji strzału precyzyjnego( Jędrzej Śliż ), odebrania identyfikatorów oraz materiałów przygotowanych przez organizatora, wreszcie przydziału miejsca noclegów. Chwilę później jechaliśmy do hotelu Forum Catalonia, a po przebraniu, z powrotem, na ceremonię otwarcia. Zjawiliśmy się na miejscu gry około 13-tej, ale sporo przyszło nam jeszcze poczekać na jakiekolwiek zorganizowane działania. Chwile te wykorzystaliśmy na rekonesans otoczenia, przywitanie ze znanymi sobie uczestnikami zawodów, poznanie nowych osób. Miłe było spotkanie z prezydentem federacji światowej – Claudem Azemą, ubiegłorocznymi wicemistrzami świata, a gospodarzami mistrzostw, Belgami; Francuzami - mistrzami 2004 i oczywiście niezmordowanie sympatycznym towarzystwem Słowaków z Luboszem Sedivym i Bruno Fernandesem na czele.
Trzeba przyznać, że gospodarze, jako opiekunowie spisują się nieźle, praktycznie każdy problem starają się rozwiązać od ręki, choć momenty niewiedzy o tym, co ma nastąpić oraz przesunięcia czasowe są i będą na porządku. Wreszcie, około szesnastej zaczęto wywoływać poszczególne kraje, wręczano flagi oraz tabliczki z nazwą państwa. Po chwili maszerowaliśmy kolejno, wewnątrz hali, przedstawiani wg nazwisk i funkcji w delegacji. Na środku płyty ustawiono podest, na który należało wejść i zaprezentować się zgromadzonym, robiono zdjęcie drużynie. Tutaj wszyscy, jeszcze po równo, zebrali oklaski. Po prezentacji nastąpiły obowiązkowe przemowy, a jako że byliśmy nimi sami nieco znużeni, poskąpimy Wam szczegółów. Później dla odprężenia i urozmaicenia tej uroczystości nastąpiła część artystyczna. Weszła bardzo kolorowa grupa ciekawie przebranych postaci przypominających pomieszanie gnoma w dziecięcej czapeczce, z dynią (brzmi bardziej, niż tylko nieco dziwnie, ale właśnie to przychodzi mi na myśl - z racji kształtu i koloru strojów- na określenie postaci, które zobaczyłam). Zdaję sobie jednak sprawę, że i tak w tej chwili trudno sobie je wyobrazić, odsyłam więc do zdjęć. Różnorodny korowód, pobrzękując dzwoneczkami przytwierdzonymi do ubrań, na czele z kilkunastoma wspomnianymi postaciami, przewinął się w ciągu parunastu minut przy akompaniamencie zespołu instrumentalnego, wokół płyty boisk, rozrzucając wszem i wobec, pomarańcze. Woń tych owoców wkrótce wypełniła przyjemnie halę.
Wreszcie nastąpił najważniejszy moment spotkania – losowanie grup. Po rozstawieniu 8 najlepszych zespołów w poszczególnych koszykach, a następnie kolejnych 8 z ubiegłorocznej szesnastki, pozostałe dolosowywano w kolejności alfabetycznej. Tym razem mnie przypadła w udziale rola sierotki. Znaleźliśmy się w grupie G razem z : Belgią 1 ( to nie wicemistrzowie świata, ale i tak bardzo groźni przeciwnicy), Szwecją - ( zespół z ósemki najlepszych w ostatnich mistrzostwach) – nasz rozstawiony przeciwnik, Mauritiusem, Finlandią, Czechami ( jedynym dość dobrze nam znanym zespołem), my – na 6 miejscu w grupie i na 7 pozycji - także mocni oraz także rozstawieni - Niemcy. No cóż, w końcu jesteśmy na MŚ, choć dociekliwi mogliby o naszej grupie pomakoltencić, wszak tylko jeden rodzynek spoza Europy zaplątał się pomiędzy zespołami starego kontynentu.
W kolejności wg grup i w kolejności miejsc w grupach, mieli tego popołudnia , aż do późnej nocy, wystąpić strzelcy w konkurencji strzału precyzyjnego. Przewidywana godzina występu Jędrka, to 19.40 i rzeczywiście z lekkim poślizgiem tak się stało. Na płycie rozłożono osiem stanowisk do tir. Przyznam szczerze, że panował lekki chaos, gdyż mimo woli, zawodnicy wchodzili sobie niejednokrotnie w pole zasięgu wzrokowego, czasem przeszkadzając podczas sięgania po kulę. Jędrek uzbierał 18 punktów, (co dało mu ostatecznie 35 miejsce), na pewno poniżej naszych oczekiwań, ale ... łatwo jest oczekiwać. Po jednym ze strzałów w pozycji „kula za kulą”, sędzia liniowy wskazał spalony, czyli nadepnięcie na linię kola i w związku z tym nie zaliczono naszemu zawodnikowi 3 punktów. Wyraźnie wybiło go to z rytmu w kolejnych rzutach.
Na pociechę można dodać, że pomimo, iż znalazł się w gronie zawodników, którzy nie startowali już w drugiej rundzie – repasażu, to przynajmniej w towarzystwie takiej sławy, jak Francuz Philippe Suchaud, który, co prawda zdobył więcej punktów (25), ale od mistrza należało tego oczekiwać. Jako pierwsi przeszli sito zawodnicy: Tajlandii (50 pkt), Niemiec (44), Armenii (44) i Kanady (42). Dwadzieścia dziewięć punktów dawało możliwość startu w drugiej rundzie.
Z repasażu do ćwierćfinału wskoczyli strzelcy : Belgii (52), Beninu (49), Senegalu (48) oraz Kambodży (42). Ostatnim etapem tego wieczoru była ¼ finału, a w kolejnych pojedynkach zwyciężali: Tajlandczyk (41) z Azerbejdżaninem (27), Kanadyjczyk (31) z Belgiem (20), reprezentant Beninu (31) nad Armeńczykiem (30) i Senegalczyk (35) nad Niemcem (23). Pólfinal niespodzianie rozegrany zostanie z pominięciem krajów Europy, a pretendentów z naszego kontynentu do tak zacnych miejsc było kilku.
Nazajutrz, w czwartek od 13.30, zaczęły się rozgrywki w ramach MŚ. Polska zaczyna od spotkania z dobrze sobie znanymi sąsiadami zza miedzy, Czechami. Pomimo uśmiechów, po obu stronach wyczuwa się spore napięcie. Mecz rozegrał się w sześciu rozdaniach ( +2, -1, +3, +2, +3, +3) wynikiem korzystnym dla Polski 13:1. Po naszej stronie dopisywały wszystkie elementy, była dostawka, bicie. Trzeba przyznać, że Czesi nie grali tak, jak można by się po nich spodziewać, znając ich nie od dziś. Nie umieli znaleźć sposobu na skuteczny sposób układania. Kule rzucane, czy to górą, czy dołem, rzadko stawały lepiej od naszych. Nie pomogła zmiana zawodnika, Czesi byli bezradni wobec kulek Kasi, a Jędrek popisywał się „wysokoprocentową” skutecznością wybicia. W tyle nie pozostawał Andrzej, który także „wtrącał” przeciwnikom swoje kulki, niczym przysłowiowe trzy grosze. Lepszy w tirze Czech, Jarek Vlk (28 pkt), a także pierwszy strzelec podczas naszego pojedynku, Milan Hasek , nie dali rady polskim kulkom. Czesi byli zszokowani brakiem nawiązania walki z nami, ale takich zaskoczonych było tego dnia i w następnych, więcej. W naszym harmonogramie nastąpiła teraz przerwa. W grupach jest po 6 lub 7 drużyn ( w naszej 7 ), stąd każdej drużynie przypada w pewnym momencie pauza.
Po przymusowej przerwie, po przeszło dwóch godzinach odpoczynku, żądni walki, stanęliśmy twarzą w twarz ze Szwedami. Pierwsze rozdanie wskazywać mogło, że nawiążemy ostrą walkę, cztery punkty dla nas. Jednak Skandynawowie szybko odrabiają stratę i odpowiadają tym samym, remis 4:4. Trzecie rozdanie, po równorzędnej walce, przynosi punkt przeciwnikom, stan 4:5. W kolejnej potyczce, po mieszaninie ustawiań i wzajemnych wybić, do jednego punktu dla Szwecji w dwóch ostatnich rzutach dołączają jeszcze dwa i mamy wynik 4:8. Piąta gra rozpoczyna się bardzo ładną dostawą Szwedów, a przyznać trzeba, że w całym meczu królowała ich rzucana wysokim lobem, podkręcana puenta. Jędrzeja kule dwukrotnie przeskakują cel wybicia, a rzuty Kasi nie wnoszą nic nowego do naszej sytuacji na boisku. Andrzej podbija druga kulę Kasi, stojącą przed świnką i znacznie przybliża obie nasze kule. W ostatnim rzucie naszej drużyny zabrakło odrobiny szczęścia, gdyż skądinąd, pięknie ustawiona kula, w tej chwili najbliższa, opiera się jednak na śwince, a to stwarza zagrożenie wybicia koszonka poza boisko (Szwedzi mają jeszcze 5 kul). Po udanym strzale nasza kula wędruje na aut, a przesunięta na koniec boiska świnka jest teraz łatwym celem i, choć w tej chwili nasza kula punktuje, to jednak przeciwnicy biorą, co ich, cztery punkty trzeba zapisać dla nich na tablicy. Wynik 4:12. W naszej drużynie następuje zmiana, na miejsce Kasi wchodzi Tomek, chcemy wzmocnić bicie przy tak ładnej i nieomylnej dostawie przeciwnika. Ostatnia z gier toczy się w okolicach 10 metrów. Pierwszą kulę lidera próbujemy pokonać naszą lepszą dostawą, ale kula Andrzeja stanęła nieco gorzej. Ponowna próba kończy się fiaskiem, kula odbija się pod ostrym kątem po zetknięciu z gruntem, trafiając na kamień. Jędrek strzela, ale bez efektu, a następnie Tomek wstawia bardzo ładną kulę, która już za pierwszym razem zostaje usunięta. Następna kula naszej świeżej siły wymaga dwóch strzałów, po których ponownie punktuje kula Skandynawów. Ostatnią naszą kulę nasz strzelec ustawia, ale bez powodzenia. Punkt dla przeciwnika i koniec meczu, 4:13.
Po około czterdziestu minutach, w których zespół zdążył zjeść kolację, słyszymy zapowiedź spotkania z Mauritiusem. W drużynie ponownie nastroje bojowe, a grę rozpoczynamy w składzie z końcówki poprzedniego meczu. Świnkę wylosowali zawodnicy Mauritiusa i pierwszą kule stawiają około 40 cm od celu. Tę kulę pokonuje swoim rzutem Andrzej – puenter w tym meczu. Nasi oponenci szybko „przestawiają” naszą kulę po celnym strzale. Druga kula Andrzeja staje przed celem, ale niestety zbyt daleko. Trzecia nasza kula z rąk Tomka ląduje jako punktująca, ale i ona potrzebowała jednego strzału, aby nie liczyć się w tej rozgrywce. W czwartych rzutach obu drużyn sytuacja powtarza się co do joty. Pozostale nasze kule nie liczą się już w tej rozgrywce, a zawodnicy Mauritiusa zgarniają 4 punkty. Drugie rozdanie rozstrzygamy, po wzajemnej bijatyce, na swoją korzyść za 1 punkt, (1:4). Natomiast był to nas pierwszy i ostatni punkt, przeciwnicy nie pozwalają nam rozwinąć skrzydeł i w trzech następnych rozdaniach, za 5, 1 i 2 punkty rozstrzygają go z korzyścią dla siebie. Po obu stronach boisk, na przeciwległych stanowiskach zasiadają ekipy krajów rozgrywających dany mecz. Podczas naszego spotkania z Mauritiusem, jedna z osób z ekipy pozostała na „naszej” stronie twierdząc, że ktoś musi zmieniać punkty zdobyte przez ich drużynę. Pomyślałam, że to może rodzaj zabobonu, aby nikt obcy nie dotknął tablicy,ale szybko okazało się, że ów mężczyzna ma wiele do powiedzenia w trakcie meczu. W momencie, gdy Jędrzej ubrał bluzę, gdyż było mu zimno, przedstawiciel Mauritiusa zareagował natychmiast i stwierdził, iż albo nasz zawodnik ściągnie bluzę, albo postali je założą, gdyż drużyna musi grać w jednakowych strojach. Dość nerwowo nasi przeciwnicy reagowali również na czas podejmowania decyzji przez polską drużynę. Faktem jest też, że okazali się bardziej skuteczni w grze i to ich tablica – uczarowana lub nie – pierwsza wskazała 13 punktów. Nie znając poziomu gry tego jedynego zespołu spoza naszego kontynentu, zakładaliśmy, że może to być jedna z drużyn, którą uda się pokonać w drodze do awansu z grupy, niestety zawodnicy Mauritiusa byli dobrze przygotowani, skuteczni zarówno w ataku, jak i w obronie.
Nasza kolejna bitwa rozegrać się miała z Niemcami. Wylosowaliśmy świnkę, przy której Kasia umieszcza bardzo blisko swoją kulę, wymiecioną zresztą w pierwszym strzale przez przeciwników. Nasza stawiająca rzuca kulę, która ponownie punktuje. Niemcy zużywają dwie swoje kule, by ją pokonać. W odpowiedzi Jędrzej strzela, ale kula odbija się przed celem i przeskakuje go. Przechodzimy do obrony – Tomek usiłuje postawić kulę lepiej, ale nieszczęśliwie podbija stojącą z przodu niemiecką kulę, a w następnych rzutach ani Tomek, ani Jędrek nie poprawiają naszej sytuacji. Z trzech rzutów Niemcy wykorzystują jeszcze jeden i rozdanie kończy się za 3 punkty dla nich. Kolejna, druga gra, to ponownie punkt dla przeciwników, ale w trzeciej to my uzyskujemy punkt, stan 1:4. Przejmujemy świnkę i – tracimy w tej grze 3 punkty ( 1:7; Niemcy byli bardziej skuteczni w biciu), ale już za chwilę odpowiadamy tym samym (4:7), a idąc za ciosem, do naszego dorobku dołączamy kolejny punkt i mamy stan 5:7. Byli to jednak ostatni zdobyty przez biało-czerwonych punkt w tym meczu. W siódmym rozdaniu królowało niemieckie skuteczne bicie, ( w tym jedno carreau), wsparte niezłym układaniem, a wszystko to razem zaowocowało pięcioma punktami dla przeciwników (5:12). Ósma rozgrywka przynosi Niemcom punkt i zwycięstwo.
My, po ponownym oczekiwaniu aż przetoczy się cała kolejka meczów, musimy stawić czoła następnym przeciwnikom, a tym razem są to Finowie. Wskazano nam wolne boisko, pierwsze od stanowisk sędziów, które już od pierwszych rzutów okazało się diametralnie inne od terenu, na którym dotychczas toczyliśmy boje. Jest dość wilgotne, jakby gliniaste, usiane sporej frakcji tłuczniem i które, jak się później okazało, było dla nas w dostawce, a przy bardzo precyzyjnym wysokolobowym układaniu Finów, niemal nie do pokonania. W pierwszym rozdaniu wszystkie nasze kule rozpierzchły się na boki, co skwapliwie wykorzystali przeciwnicy, straciliśmy 5 punktów, a zaraz potem, z racji braku bicia i dostawki w wykonaniu Kasi, kolejne 2. Jedynie kule Andrzeja utrudniły Finom zdobycie większej ilości punktów. W tym momencie zmieniamy zawodnika – schodzi Kasia, zastąpiona przez Tomka. W trzeciej grze ratujemy skórę wybiciem świnki na aut ( Tomek) po ustawieniu na niej fińskiej kuli na rozpoczęcie rozdania. Czwartą rozgrywkę rozpoczynamy my, rzucając świnkę, która wcześniej trzykrotnie ląduje w niedozwolonej strefie, trafiając na nieprzyjazne kamienie. Wykorzystujemy ten fakt i na jej zakończenie wpisujemy po swojej stronie punkt. Gra mogła skończyć się wyższym dorobkiem, gdyż stały już dwa punkty i Jędrek podjął ryzyko strzału na trzy punkty, ale podbił, niestety, wykonując ten plan, przeciwniczą kulę, obcinając wypracowany drugi punkt ( 1:7). W piątym rozdaniu głównym bohaterem są także kamienie, nieco bardziej łaskawe Finom, którzy uzyskują kolejny punkt ( 1:8). Szósta gra jest pechową dla nas – wszystkie nasze kule są gorsze od pierwszej ustawionej przez przeciwników i mógłby to być koniec meczu, gdyby jedna z kul Finów nie przesunęła świnki w stronę naszych. Jednak trzy punkty są dla nich nadzieją na rychły koniec tego pojedynku (1:11). Tak się też dzieje. Po perfekcyjnym postawieniu pierwszej kuli i bezskutecznym jej wybijaniu oraz gorszej dostawce z naszej strony, dwa punkty dla Skandynawów i koniec meczu (1:13).
Mecz przeciwko Belgii 1 gramy w męskim składzie, gdyż przed jego rozpoczęciem trener przeciwników zwrócił uwagę, iż czerwona koszulka Kasi jest nieco inna niż koszulki reszty drużyny i przy braku ujednolicenia strojów ( granie w bluzach odpadało ze względu na zbyt dużą ciepłotę), nie zgodził się na jej udział. Belgowie podeszli na luzie do spotkania z nami, a spoglądając na nasze dotychczasowe dokonania, mieli do tego prawo. Ich dobre nastroje prysnęły jak bańka mydlana, gdy po pierwszym, korzystnym dla nich rozdaniu za trzy punkty, nasza drużyna – zrazu delikatnie – po jednym punkcie w drugiej i trzeciej rozgrywce ( 2:3), w czwartym „zwarciu” po pięknych wybiciach, w tym carreau, i bardzo ładnej dostawce, zgarnęła trzy punkty (6:3). W szóstej grze, w wyniku wyrównanej walki, Belgowie dodają do swego dorobku dwa punkty (6:5). My po chwili odpowiadamy tym samym (8:5). Trener Belgów pojawia się przy naszym stanowisku, by zgłosić i zapisać na karcie meczowej zmianę zawodnika. Świeża siła wnosi świeży powiew do gry przeciwników i następuje wyrównanie (8:8). Ósme rozdanie, przy czterech niecelnych strzałach i złej dostawce, Belgowie oddają nam za jeden punkt, by ponownie wyrównać w następnej grze, a następnie, za ciosem zdobyć cztery kończące punkty (9:13). Sądząc po wyniku i oczywiście biorąc pod uwagę powyższe słowa, można zauważyć, że walka była w zasadzie równorzędna , zabrakło jednak z naszej strony celnych strzałów w kluczowych momentach poszczególnych rozdań. Schodzimy niepocieszeni, aczkolwiek podbudowani sposobem prowadzonej przez nas przed chwilą gry, szczególnie, że toczyła się ponownie na tym samym trudnym boisku, co mecz z Finami.
Ten mecz był ostatnim w rundzie eliminacyjnej MŚ w grupach. Kończymy na szóstej pozycji, z dorobkiem dwóch punktów. Z naszej grupy awansują: Belgia 1 (1), Niemcy (2), Finlandia (3), Mauritius (4). Nam przyjdzie teraz grać wśród 22 pozostałych drużyn w Pucharze Narodów, który rozpoczyna się w piątek po południu, podobnie jak druga runda MŚ, gdzie 32 drużyny ( po cztery z każdej grupy ), zmierzą się w kolejnych pojedynkach, przypisane do nowych grup wg wcześniej ustalonego klucza i wyłonią najlepszą szesnastkę, która w drodze pucharowej eliminacji okroi się do medalowej czwórki ( na MŚ nie rozgrywa się meczu o trzecie miejsce, stad obie drużyny, trzecia i czwarta, stają na podium z brązem). Druga szesnastka spośród najlepszych zasili szeregi w podobny sposób wyłonionej szesnastki PN. Tak utworzona na nowo liczba 32 drużyn, jeszcze raz skojarzona w grupy, w wyniku rywalizacji wewnątrz tych grup, wyłoni szesnastkę narodowych drużyn, które grając systemem play off doprowadzą do ustalenia kolejności na podium. W PN utworzono 8 grup, w tym 6 trzy zespołowych i 2 dwu zespołowe. My trafiliśmy na drużyny Mali i Irlandii, przy czym Mali zyskało z tego ustawienia punkt ( wynikający z pauzy – przyp.- w grupie są 3 zespoły), a my spotykamy się z Irlandią. Wygrany z tego pojedynku walczyć będzie przeciwko Mali o drugi punkt dający mu przepustkę do drugiej rundy PN. Przegrany poczeka na wynik tego spotkania, a następnie zagra w barażu także z przegranym.
Pojedynek z Irlandią jest dość długi i składa się z piętnastu rozdań (+1,-2,+1,+1,+1,-1,+1,-1,+4,
-4,-2,-1,+1,+1,-2 = 11:13 dla Irlandii). Drużyna gra w składzie bez Tomka, ale po piątej rozgrywce, schodzi Jędrek. Cały mecz nie jest zbyt porywający z obu stron, choć z naszą przewagą w pierwszej fazie. Bardzo dobre zagrania, przeplatają się z błędami. Przy stanie 9:4 dla nas przerywamy rozgrywkę, by dać możliwość rozegrania partii w meczu San Marino – Monako, w którym świnka przecina dwa sąsiednie boiska i ląduje na naszym. Gwoli wyjaśnienia dodam, że linie boczne boisk nie są oznaczeniem autów, tzn. że w sytuacji jak wyżej, gra toczy się dalej. Ta przerwa wyraźnie wybiła z rytmu nasz zespól, a posłużyła Irlandczykom, gdyż w dziesiątym rozdaniu zdobywają 4 punkty, a później kolejne 2 i znowu 1 (9:11). Polska ekipa wyrównuje, ale piętnaste rozdanie okazuje się ostatnim, za dwa punkty dla oponentów (11:13). Zwycięzca tego meczu, Irlandia, walczyć teraz będzie przeciwko zespołowi Mali, a my czekamy na spotkanie z pokonanym tego pojedynku. Okazują się nim być ponownie przedstawiciele „Zielonej Wyspy”. Mecz ten jest stanowczo krótszy – 10 rozdań, tym razem na naszą korzyść (-1,-3,-1, +2, +2,+5,+2,-4,-1,+2 = 13:10). W trzech pierwszych rozdaniach tempo nadają Irlandczycy, choć przy naszej niezłej dostawce, szczególnie ze strony Andrzeja – przegrywamy 0:5. W czwartej rozgrywce stanowczo lepsze polskie bicie oraz piękne ustawianie pozwalają na uzyskanie dwóch pierwszych punktów i następnych dwóch w kolejnej grze. W szóstej grze króluje nasze piękne układanie, co przy nieudanej próbie strzału, a następnej nieudolnej obronie przeciwnika, powiększa nasze saldo o pięć punktów. Kolejne dwa, ale też tylko dwa punkty, to efekt niewykorzystania przewagi posiadanych kul, po bardzo ładnym ustawieniu pierwszej kuli przez Andrzeja. Mogliśmy skończyć ten mecz, ale wynik 11:5 jest także dobrą prognozą na dalszą grę. Chwile dekoncentracji, pomimo ładnej dostawki, w dwóch następnych rozdaniach kosztowała nas pięć punktów. Dziesiąta rozgrywka, po ciekawej grze, kończy się efektownym i efektywnym strzałem za dwa punkty i oto mamy wygraną 13:10.
W ten oto sposób awansujemy do drugiej rundy PN i po raz kolejny zgrupowani ( z Luksemburgiem, Stanami Zjednoczonymi oraz Wybrzeżem Kości Słoniowej), stajemy do walki o dwa miejsca w tej grupie, które dają przepustkę do szesnastki PN.
Jest piątkowy wieczór, na hali toczyć się teraz będą boje o kolor medali w strzale precyzyjnym. W centrum uwagi znajdują się stanowiska strzelców. Pierwotnie, w obu półfinalistach, używane są dwa, gdzie na przemian Kanadyjczyk z reprezentantem Tajlandii oraz Senegalczyk z zawodnikiem Beninu oddają swoje strzały. Finał rozgrywany jest na centralnym stanowisku do tir. Raz po raz w kolejnych kółkach wyznaczających odległości, pojawiają się reprezentant Tajlandii i gracz z królestwa Beninu. Złotym strzelcem MŚ 2005 został Ad Phusa z Tajlandii, srebrny krążek przypadł Thomasowi Pouplot z Beninu, a brąz zawiśnie na piersi Senegalczyka i Kanadyjczyka.
Zrobiło się późno, jazda do hotelu i w sobotni poranek o 7.15 siedzimy ponownie w autobusie, który wiezie nas na plac gry. Na dzień dobry mamy w programie spotkanie z Luksemburgiem. W każdym z pięciu rozdań tego spotkania przybywa w wyniku po parę punktów. Niestety, jest to mecz przegrany przez nas (-4,+3,-2,-5,-2=3:13). Nie był to dobry początek dnia, czyż byśmy jeszcze spali? Ładnych elementów gry nie było z naszej strony zbyt wiele, zresztą, najlepiej świadczy o tym wynik.
Ze sporymi obawami stajemy twarzą w twarz z zawodnikami Stanów Zjednoczonych, którzy przegrali z Wybrzeżem Kości Słoniowej i w barażach zmierzą się z nami. To nasze być albo nie być. Początek meczu zapowiada ostrą walkę. Amerykanie mają dwóch, wymiatających wszystko, strzelców. Po dwóch rozdaniach wynik – 0:5. W trzeciej rozgrywce coś drgnęło – 1 punkt dla nas – po wzajemnych ładnych dostawkach i wybiciach. Podobnie w kolejnym rozdaniu, stan meczu 2:5. Rozruszani polscy zawodnicy dokładają do swego dorobku jeszcze trzy punkty. Na uwagę zasługuje bardzo ładne układanie Andrzeja i Jędrka oraz carreau Tomka ( równowaga 5:5). Później polska ekipa oddala jeszcze jeden punkt, a zdobycie w dwóch następnych rozdaniach dwukrotnie czterech punktów, kończy pojedynek. W siódmym rozdaniu Andrzej pięknym ułożeniem kuli wyciągnął wszystkie kule Amerykanów, a Tomek drugą naszą kulką wysyła świnkę na aut – 4 kule w naszych rękach równe 4 punktom. Podobnie w ostatniej grze, potrzeba dwóch polskich kul i odpowiednie wykorzystanie sytuacji i mamy kończące cztery punkty. Stany Zjednoczone wyeliminowane 13:6. Zawodnicy USA życzą nam powodzenia w dalszej grze. Nagrodą za wygranie poprzedniego meczu jest barażowe spotkanie z Luksemburgiem, aby sięgnąć po drugi punkt i awans do szesnastki PN. Zawodnicy Luksemburga także mieli powody do rozluźnienia po naszym pierwszym spotkaniu. Polacy zaczynają już niemal tradycyjnie, utrata punktów w dwóch pierwszych rozdaniach (0:5 dla Luksemburga). Następna gra, po wyrównanej wymianie przynosi nam pierwszy punkt, a czwarta kolejne trzy i już sytuacja wygląda grubo lepiej (4:5). Rozgrywkę piątą, nie najlepszą w naszym wydaniu, ratuje Jędrzej – wybijając świnkę na aut ( przy posiadanych oczywiście w rękach kulach). Kolejne dwa rozdania i po trzy punkty dla obu stron (7:8). Ósma gra i po ostrym pojedynku jeden punkt dla Luksemburga, a w następnej potyczce strzelec przeciwników ratuje swoją drużynę przed pięknie ustawiona na śwince polską kulą, (7:9). Ostatnie cztery rozgrywki kończą się wynikami za dwa punkty każda. Najpierw dwa razy dla naszej drużyny ( tu króluje ułożenie Andrzeja z pomocą kul Tomasza), 11:9. Trener Luksemburga dokonuje zmiany w składzie, z korzyścią dla drużyny, gdyż przeciwnicy wyrównują stan punktowy. Wreszcie trzynasta rozgrywka okazuje się pechową dla oponentów – jest 13:11 , wygrywamy i , co najważniejsze, jesteśmy w szesnastce najlepszych PN ( spośród 22 pierwotnie wchodzących plus 16 spadłych z MŚ)
Teraz przed nami mecz przeciwko znajomej już z pierwszych zmagań grupowych drużynie, Niemcom ( ich trenerem jest francuska osobistość petanque Daniel Voisin). Zaczynamy niewesoło – sześć punktów w plecy w trzech grach (-3,-1,-2 i oto stan meczu 0:6). Nasze dobrze ustawiane kule są natychmiast wymiatane przez niemieckiego strzelca, a bicie Jędrzeja rzadko jest skuteczne. Rozdanie czwarte należy jednak do nas i na tablicy pojawia się wynik 4:6. Niemcy odpowiadają tym samym w następnej grze (4:10). W kolejnej rozgrywce wydzieramy im po ostrej walce, ( dużo strzałów, na szczęście ze strony niemieckiej niecelnych), dwa punkty (6:10). Siódma potyczka kończy się autem świnki po próbie bicia ustawionej na śwince przez Jędrka kuli. Emocjonujące było ósme rozdanie, gdy po bliskim ustawieniu kuli przez Andrzeja, Niemcy strzelają celnie i stawiają carreau z cofnięciem- ich kula punktuje. Andrzej niewzruszenie stawia pięknie drugą kulę, na którą Niemcy zużywają trzy swoje, gdyż drugi strzał okazał się skuteczny jedynie w przesunięciu naszej kuli, która nadal jednak punktowała. Postawiona przez przeciwników kula stanęła przed świnką, ale Tomasz nie rozczulając się, bez pardonu usuwa ją z tak pięknej pozycji. Jędrek dostawia kulę bardzo ładnie, a Niemcy nie pokonują jej w obronie, zawężając nam jednak pole manewru – ich szósta kula oparła się na naszej prowadzącej, a stojącej bardzo blisko. Jednak Jędrek radzi sobie także z ta sytuacją, stawiając kolejny punkt, przesuwając świnkę w stronę naszej kolejnej kuli, mamy trzy punkty i wynik meczu 9:10. Sytuacja stała się bardzo ciekawa i wyzwoliła maksymalne pokłady mobilizacji u przeciwnika. Postawione przezeń w trakcie meczu carreau, w miejsce naszej, blisko stojącej kuli, zadecydowało o osiągnięciu trzech punktów i zwycięstwie w całym meczu (9:13).
Na tym zakończyliśmy kolejny, trzeci w historii PFP występ na MŚ. Miejsce 9-16 w Pucharze Narodów jest najlepszą z dotychczasowych pozycji polskiej ekipy. Można je traktować w kategorii sukcesu, gdyż „po raz pierwszy...”, można też powiedzieć, że to tylko jedno z dalszych, anonimowych miejsc – w myśl zasady, że pamięta się tylko zwycięzców. Moim zdaniem, widząc, jak przygotowywani są ci najlepsi i ci zaraz za nimi i następni, a wiedząc, jak wygląda to u nas w Polsce, gdzie zdani jesteśmy na swoje amatorskie, gdzieniegdzie podpatrzone sposoby, brak jakiejkolwiek literatury itd. itp., każde miejsce lepsze niż poprzednio w drabinie petanque jest sukcesem.
W niedzielę miały miejsce mecze półfinałowe i finałowe. Wolni od obowiązku gry, ucztowaliśmy, oglądając grę najlepszych. Puchar Narodów wygrali Hiszpanie, pokonując w finale zespół Monako (13:5), a na podium stanęły jeszcze ekipy Danii i Szwecji. Natomiast najlepsza ósemka Mistrzostw Świata zagrała w parach: Algieria – Tajlandia (6:13), Francja 2 (ubiegłoroczni mistrzowie świata) z Mauretanią (13:1), Francja 1 – Maroko (13:12) oraz Madagaskar – Belgia 2, wynik (9:13). Zwycięska czwórka w spotkaniach Francja 1 – Francja 2 (13:7) oraz Belgia 2 – Tajlandia (13:6) rozstrzygnęła o tym, które zespoły będą walczyć o najcenniejszy kruszec. W pięknym finałowym pojedynku, Francja 2 w składzie: Lacroix, Suchaud, Cortes i Lamour, pokonała Belgię 2. Końcowy rezultat – 15:6 – oczywiście nie odzwierciedla rzeczywistej dramaturgii poszczególnych rozdań i pojedynczych akcji i wbrew pozorom, nie wskazuje na „rzuty do jednego kosza”. Mecz był pokazem całej finezji gry petanque i naprawdę wart był finału Mistrzostw Świata.
W niedzielę wieczorem, na zakończenie całej imprezy, odbyła się pożegnalna kolacja dla wszystkich uczestników. Raz jeszcze nagradzano upominkami zwycięzców, przemawiano, dziękowano, gratulowano, a na koniec uraczono nas muzycznym występem mężczyzn przebranych za kobiety ( a to Belgia właśnie ). Posadzeni przy elegancko nakrytych stołach, raczyliśmy się pysznym menu w towarzystwie ekipy austriackiej. Te ostatnie wspólne chwile były przepełnione miłymi rozmowami, żartami, śmiechem. Z wszystkich spłynęły emocje, a wydarzenia sprzed kilku, kilkunastu i kilkudziesięciu godzin, przeradzać się zaczęły w historię. Teraz czeka nas powrót do domu, a przez kolejne miesiące praca, praca, praca, aby na następnym sprawdzianie – 42 MŚ w Grenoble w 2006 roku zagrać znowu o krok lepiej.

Relację napisała Wiola Śliż...

wszystkie relacje >>

Komentarze:

Brak komentarzy

Aby dodać komentarz zaloguj sie na FORUM
SiteMap: Archiwum News | Artykuły / Felietony | Relacje | Kurs | Sedziowskie Oczy | Galeria | FAQ | Z Sieci | Mapa Petanque

Box Reklamowy:
Mydło dekoracyjne
Mydło dekoracyjne
www.mydlo.gnet2000.…
darmowy katalog stron
promuj swoją strone w sieci
katalog.rdestudio.p…
Nurkowanie Poznań
Blog o nurkoaniu w Poznaniu
www.nurkowanie.pozn…
Avatary
Zbiór ponad 31 000 avatarów...
www.avatarss.za.pl
Naprawa komputerów Wrocław
Usługi dla firm i osób prywatnych.
arcomtech.pl
Randki online
Serwis randkowy
www.randki.portalis…
Wanny z hydromasażem
Baseny z hydromasażem
www.landeck-spa.com
tanie tonery
tanie tonery
www.drukuj24.pl
Serwis Erudyci.org
Serwis ludzi z ideą - piękną ideą.
erudyci.org

showbiznes Samochody osobowe

CrawlTrack: free crawlers and spiders tracking script for webmaster- SEO script -script gratuit de détection des robots pour webmaster