28-08-2006, godz. 19:40
08 września 2005
Mistrzostwa Europy Kobiet w Danii ( 04.-07.08.2005 r.) były tak wspaniałą imprezą, że choć minęło już troszkę czasu, warto o niej opowiedzieć. Zacząć należy od tego, że tylko dzięki ludziom wielkiego serca i dobrej woli było to możliwe. Zawody organizowane przez Europejską Federację Petanque, tylko częściowo są przez nią finansowane, a koszt pobytu zawodników oraz pozostałej części ekip leży w gestii poszczególnych federacji krajowych. Naszym dobroczyńcą okazała się firma BROEN - DZT z panem Ryszardem Krzyśkowem na czele, sponsorując pobyt polskich zawodniczek w Odense. Polska kobieca ekipa miała jechać w składzie: Wanda Biel, Wioletta i Katarzyna Śliż - zawodniczek Żywieckiego Klubu Boules - Mistrzyń Polski 2004, zasilona Mariolą Wróbel z Klubu Sportowego „KARO“ Dzierżoniów. Jednak skład drużyny zmienił się ze względu na chorobę Wandzi i jej odejście ... Ostatecznie pojechałyśmy w osłabionym, trzyosobowym składzie, ale Wandzia, jej duch walki i marzenia, towarzyszyły nam w czasie całego pobytu w Danii.
Czwartego sierpnia br. wyjechałyśmy z Żywca samochodem w ponad tysiąc kilometrową trasę przez Wrocław, by zabrać Mariolę i dalej - do miasta urodzin słynnego na cały świat duńskiego bajkopisarza, Jana Chrystiana Andersena – Odense. Na miejscu zameldowałyśmy się o 21-szej i po spełnieniu niewielkich formalności z ulgą udałyśmy się na zasłużony odpoczynek. Nazajutrz po śniadaniu miałyśmy zamiar zobaczyć co nieco w Odense i okolicach, jednak obfity deszcz uniemożliwił nasze plany. Pomimo tego nie było czasu się nudzić, co chwila przyjeżdżały kolejne ekipy. Przyjechały także nasze dziewczyny, Ania Kwiecień i Marta Skowrońska, które dopingowały nas podczas rozgrywek. Przywitałyśmy się też z przemiłym zespołem słowackim, z Luboszem Sedivym na czele. Gdy deszcz nieco ustal, zrobiłyśmy sobie na pobliskim żwirowym parkingu, wspaniale nadającym się do gry, mały rozruch w petanque.
Cale zawody wraz z oprawą odbyły się w Centrum Kongresowym w Odense, a jest to duży obiekt mieszczący w sobie część hotelową, restauracyjną, kawiarnie, puby, dwie ogromne sale widowiskowe i kilka mniejszych wystawowych, magazyny itp. Wielkość obiektu i możność zorganizowania takiej imprezy od a do z w jednym miejscu była niezaprzeczalnym atutem organizatorów. Wielkość tego kompleksu i opiekuńczość Duńczyków zaowocowała oprowadzaniem poszczególnych ekip, w tym i naszej, po obiekcie, ze szczególnym uwzględnieniem terytoriów związanych z rozgrywkami. Naszym przewodnikiem okazał się być nie kto inny, tylko prezydent Duńskiej Federacji Petanque, bardzo sympatyczny i niemal cały czas uśmiechnięty, mimo nawału obowiązków, pan Henrik Wolfhagen.
Przedsmak rozpoczęcia mistrzostw stanowił piątkowy lunch, w czasie którego nastąpiło przywitanie wszystkich ekip przez organizatorów. Jednocześnie każdemu z zespołów przedstawiono osobę, która mianowana została jego opiekunem na czas imprezy. Na godzinę 17.00 tego dnia przewidziano główną uroczystość otwarcia mistrzostw. Przed hotelem pojawiły się taksówki i autobusy i wszyscy uczestnicy bardzo sprawnie przemieścili się pod ratusz w centrum miasta. W pięknej sali reprezentacyjnej ratusza przemówień było kilka, w wykonaniu prezydentów duńskiej i europejskiej federacji oraz burmistrza Odense – a przedłużających się nieco w odczuciu zgromadzonych, oczekujących już z niecierpliwością losowania grup. Przemowy odbywały się bowiem w kilku językach, przy czym, ku naszej radości wiodącym był język angielski. Następnie zaproszono obecnych na kolację w formie szwedzkiej płyty i raczono różnymi napojami. Po uczcie dla ciała, nastąpiła uczta dla ducha. Na salę wkroczyła spora gromada rozśpiewanych, gównie młodych, artystów, wśród których wiódł prym wysoki, szczupły mężczyzna we fraku i cylindrze na głowie - wypisz, wymaluj J.Ch.Andersen. Nastąpiło niezbyt długie, acz bardzo barwne widowisko słowno-muzyczne, oparte na motywach bajek duńskiego Ezopa. Po uwiecznieniu na zdjęciach tych malowniczych postaci wespół z różnymi ekipami, nastąpiła oczekiwana przez wszystkich chwila – losowanie.
Dwadzieścia trzy ekipy, ( w tym dwie duńskie, jako że gospodarzom takowy przywilej przysługuje), rozlosowano do czterech grup, przy czym rozstawiono cztery najlepsze drużyny poprzednich mistrzostw: Francję, Belgię, Niemcy i Hiszpanię. Przedstawiciele pozostałych krajów w kolejności alfabetycznej zanurzali rękę w „czarze losu“. Wyjątkowo szybko zapełniła się grupa A, na czele z Hiszpanią, natomiast miejsca w grupie D, której patronowała Francja, długo świeciły pustkami. Nie trzeba wyjaśniać, iż żadna z ekip nie miała ochoty na tak utytułowane towarzystwo. Szczęśliwa ręka naszej „sierotki“, Marty, usadowiła nas w grupie C, razem z zawodniczkami z Niemiec, Szwecji, Luksemburga, Izraela i Norwegii. Teraz stało się jasne, trzeba zająć jedno z dwóch pierwszych miejsc w grupie, by znaleźć się wśród czołowej ósemki, która grając systemem pucharowym wyłoni spośród siebie medalową czwórkę, a ta w kolejnych spotkaniach rozdzieli między sobą kolory medali. Trzy, spośród czterech grup składały się z sześciu zespołów, czwarta z pięciu, a we wszystkich walka trwać będzie każdy z każdym. Wieczór zakończył się pod znakiem rozmów na temat tego, która grupa jest łatwiejsza i w której są pewniacy do awansu. Wkrótce jednak nie pozostało nic innego, jak odpocząć przed emocjami następnego dnia.
Nazajutrz, w sobotę, od 8.30 rozpoczęły się pojedynki w ramach grup. Nasz pierwszy mecz, to spotkanie z zawodniczkami Luksemburga. W miarę, jak zdobywamy punkt po punkcie, u przeciwniczek nastroje gasną. Ostatecznie wygrywamy bój 13:5. Jesteśmy szczęśliwe, pierwszy sprawdzian zaliczony.
Kolejny mecz, kolejne zwycięstwo. Pokonane są zawodniczkami Izraela. Nie obywa się bez sporych emocji. Do drużyny oponentek wkrada się niezgoda spowodowana odmiennymi koncepcjami gry. W sytuacji, gdy Mariola, grająca na pierwszej pozycji w naszej drużynie, stawiała kulę w odległości około trzydziestu centymetrów od świnki, widać było rozłam w ich drużynie. Brak jednogłośności w koncepcji gry: strzelać, czy stawiać kulę działał na naszą korzyść. Oddałyśmy im tylko 6 punktów.
Mamy chwilę odpoczynku. Łyk świeżego powietrza. Do dyspozycji ekip jest kawiarenka z oknem wychodzącym na miejsce gry. Można popijając kawę, inny napój lub racząc się owocem, obserwować poczynania grających. Oglądamy końcówkę meczu Niemcy – Szwecja ( Szwedki wygrały 13:11).
Po drugiej rundzie nastąpiła zmiana scenerii. Odkryto wykładzinę przykrywającą do tej pory korytarz pomiędzy boiskami i naszym oczom ukazały się kompletnie przygotowane stanowiska do konkursu strzału precyzyjnego (tir). Konkurencja przebiegała sprawnie i dość szybko na dwóch równoległych boiskach, zwłaszcza, że przyznać trzeba, kobiecy konkurs nie należy do najmocniejszych, stąd w wielu przypadkach, po niecelnym strzale nie trzeba było ustawiać kul ponownie. Runda eliminacyjna wyłoniła finałową ósemkę ( Francuzka, Hiszpanka, Belgijka, Niemka, Szwajcarka, Słowenka, Holenderka i Estonka), która późnym wieczorem po bezpośrednich pojedynkach zawodniczek 1 z 8, 2 z 7, 3 z 6, 4 z 5, zmniejszyła się do czwórki.
Powracamy do eliminacji w ramach grup. Nastąpił czas na rozgrzewkę przed spotkaniem z Niemkami. Chwila oczekiwania na przeciwniczki przedłuża się nieco, ale wkrótce witamy się i losujemy kolejność pierwszych rzutów. W naszych żaglach, po dwóch zwycięstwach, nadal hula wiatr, co owocuje w pierwszej fazie gry wynikiem 7:0 na naszą korzyść. Niemki są zdenerwowane i tę atmosferę usiłują prawdopodobnie przenieść na nas. Jedna z nich w dość ostentacyjny sposób zwraca nam kilkakrotnie uwagę na temat drobnych potknięć technicznych (zatarcie śladu po ostatnio rzuconej kuli przed określeniem, która kula prowadzi itp.). Przyjmujemy z uśmiechem uwagi naszych utytułowanych przeciwniczek. Napięta atmosfera w ich drużynie trwa. Przyglądamy się naradom Niemek, konsultacjom z trenerem i wreszcie decyzji o zmianie składu. Decyzja okazała się nad wyraz dobrą dla przeciwniczek. W kilku rozdaniach nadrabiają stratę i wkrótce to ich tabliczka wskazuje na prowadzenie, stan 7:9. Kolejne rozdania przynoszą spore dawki dramaturgii, zarówno dla obu stron tego pojedynku, jak i dla kibiców, których coraz więcej pojawia się na widowni. Przedostatnia gra daje nam szansę zakończenia meczu na naszą korzyść. Przy stanie 11:10, po naszym dobrym zagraniu, mamy jeden punkt gwarantujący triumf, jedną kulę w ręku, a Niemki także ostatnią kulę. Zastanawiają się, co robić w tej sytuacji, wreszcie zapada decyzja, będą wybijać naszą punktującą kulę. Zawodniczka koncentrowała się długo. strzał ... trafiła ...Jednak wybijana kula szarpnęła świnkę na końcowe centymetry boiska ... ponownie nasza kula jest punktującą, a druga kula należy do przeciwniczek. Dystans rzutu jest spory, podobnie odległość broniącej końca meczu kuli od celu ( ponad metr). Jest szansa na trzynasty punkt. Ostatnia kula w moim ręku. Podchodzę do końcowej strefy boiska, koncentruję się, wreszcie staję w kółku i rzucam ... Kula zapiera się o pól średnicy na kuli przeciwniczek ... szkoda ... ale trzeba grać dalej choć myśl o tym rzucie powracać będzie jak bumerang. Stan meczu 12:10. W kolejnych rozdaniach Niemki dopięły swego. Pokonany nas 13:12. Mecz trwał dość długo, ponad dwie godziny.
Teraz my potrzebujemy odprężenia, tym bardziej, że nasz następny mecz ze Szwedkami, które skończyły swój pojedynek grubo wcześniej, tuż, tuż. Trzeba zebrać siły, gównie psychiczne, aby stawić czoła silnym skandynawskim zawodniczkom. Zaczynamy. Okazało się jednak, że trudy poprzedniego pojedynku dały się we znaki, gdyż brakuje nam pary, by nawiązać równorzędną walkę. Tym razem my nie możemy zdobyć punktu, jest stan 8:0 dla Szwecji. Wreszcie, po wzajemnym zdopingowaniu się do gry, tryby w naszej machinie zaskoczyły. Odrobiłyśmy parę punktów i pomimo, że na tablicy pojawił się w pewnym momencie niekorzystny dla nas wynik 11:5, nie tracimy woli walki. W kolejnych rozdaniach to my przejęłyśmy inicjatywę. W końcówce spotkania Szwedki mając do dyspozycji dwie kule, raz pudłują usuwając naszą punktującą. Po ostatnim desperackim, ale udanym wybiciu naszej kuli swoją ostatnią, były zmuszone oczekiwać efektów naszych poczynań. Podjęłyśmy decyzję o wybiciu, ale okazała się ona w praktyce niezrealizowaną. Końcowy wynik meczu 13:12 dla Szwedek. Zabrakło niewiele, aby pokonać przeciwniczki i tym sposobem utorować sobie drogę do drugiego miejsca w grupie, czyli upragnionego awansu do ósemki.
Z boiska schodziłyśmy niepocieszone, ze świadomością, jak niewiele potrzeba było do spełnienia marzeń ... pozostał nam ostatni mecz z Norweżkami. Pokonałyśmy je 13:9.
W tym czasie w naszej grupie toczył się ostatni bój pomiędzy Niemcami i Luksemburgiem. Tu sytuacja przechylała się raz na jedną, raz na drugą szalę. Udałyśmy się na posiłek, a po powrocie zastałyśmy bardzo ciekawą dla nas sytuację: zawodniczki Luksemburga prowadziły 11:5. Na widowni obok nas pojawiły się Francuzki, kibicując razem z nami za Luksemburgiem. W sytuacji, gdyby wygrał Luksemburg, to my awansowałybyśmy do ósemki najlepszych, mając taką samą ilość zwycięstw, co Niemki, ale korzystniejszy bilans małych punktów.
W tym samym czasie sytuacja w pozostałych grupach była juz jasna. Wywoływano poszczególne drużyny do rozpoczęcia Pucharu Narodów, drugiego turnieju, w ramach którego toczy się rywalizacja na mistrzostwach. My czekałyśmy na rezultat wspomnianego spotkania. W pewnym momencie jednak usłyszałyśmy wezwanie Polski do rozpoczęcia meczu w ramach PN.
Po zgłoszeniu przez nas reklamacji, okazano się, że jeden z wyników naszych pojedynków został zapisany na naszą niekorzyść, wyjaśnienia uznano. Czekałyśmy dalej. I wreszcie koniec spotkania... wygrały Niemki...
Powędrowałyśmy zatem na przydzielone boisko. Mamy do rozegrania ostatni mecz tego dnia, tyle że w ramach Pucharu Narodów. Piętnaście drużyn systemem pucharowym wyłoni spośród siebie te najlepsze. My spotykamy się z zawodniczkami Austrii. Walczymy początkowo ramię w ramię, ale parę celnych wybić w końcówce meczu przechyla szalę zwycięstwa na naszą stronę. Oddałyśmy przeciwniczkom dziewięć punktów. W ten sposób awansowałyśmy do ósemki PN.
Na dzisiaj koniec gry. Jeszcze krótka wizyta u słowackich przyjaciół, wzajemna wymiana relacji ostatniego dnia, trochę śmiechu dla odprężenia i idziemy spać.
W niedzielę o 8.30 startują równolegle 1/8 ME oraz 1/8 PN. Przed nami spotkanie z pierwszą reprezentacją Danii. Na widowni, pomimo porannej pory, sporo publiczności. To kibice dwóch zespołów duńskich, które grają na sąsiadujących boiskach w PN. Toczymy bardzo zacięty pojedynek. Dunki grają bardzo precyzyjnie, ale Mariola także nie daje za wygraną, a Kasia wybija prawie nieomylnie niewygodne dla nas kule przeciwniczek. Jedna z rozgrywek jest szczególnie zacięta. Pierwsza rzucona przez nas kula stanęła bardzo ładnie, jednak Dunki postawiły swoją bliżej. Po krótkiej dyskusji w drużynie pod jęłyśmy decyzję o wybiciu „obcej“ kuli. Kasia stawia carreau. Przeciwniczki w odpowiedzi ustawiły kolejną kulę lepiej, niż nasze dwie. Kasia ponownie strzela i stawia drugie carreau. Ze strony widowni, choć duńskiej niemal w 100 %, padają oklaski. Po chwili bijemy trzecią kulę, także z powodzeniem. Wiola stawia trzecie już w tym rozdaniu carreau. Kiedy Skandynawki pozbyły się już wszystkich swoich kul, nie wskórawszy nic więcej, a my mamy w ręku jeszcze dwie, trzy punkty dla nas wydają się być pewne. Kolejny celny strzał i usunięcie jednej zbędnej kulki , dałoby nam pięć punktów w tym rozdaniu. Podejmujemy to wyzwanie po uznaniu, że dostawienie kuli będzie trudniejsze, ale niestety pula trafień w tym rozdaniu wyczerpała się. Trzy punkty jednak pozostają.
Dalsze rozdania są równie zacięte. Jednak trzynasty punkt zdobywają Dunki, przegrywamy 12:13.
To był już nasz ostatni akord na tegorocznych ME w Odense. Ten jeden punkt kosztował nas miejsce na podium PN. Tymczasem stanęły na nim: Holenderki ze zlotem i kolejno Izraelki, Norweżki i właśnie Dunki. Tymczasem ustaliła się już także kolejność w ME. Złoto zdobyły Francuzki, srebro Hiszpanki, a z brązem wyjadą Belgijki i Szwedki . Kobiecy tir zakończył się również triumfem Francji ( Angelique Papon ), przed Szwajcarią oraz Holandią i Finlandią na trzecim miejscu. Uroczystość dekoracji, z zachowaniem narodowych elementów ( hymn zwyciężczyń oraz wędrujące w górę flagi reprezentacji znajdujących się na podium), odbyła się na boiskach bezpośrednio po finałowym meczu Francji z Hiszpanią (15:3). Były puchary, medale, kwiaty, uściski rąk, i łzy wzruszenia ...
Dla nas nagrodą pozostaną słowa trenera Francuzek, Frederica Ney'a, iż grałyśmy dobrze, podejmowałyśmy w kluczowych momentach dobre decyzje, a zabrakło nam jedynie odrobiny szczęścia , o czym świadczą wyniki meczów. Zaskakującym, bardzo miłym akcentem, była propozycja wymiany koszulek z francuską reprezentacją, zainicjowana przez złotą drużynę.
Wieczorem rozpoczął się ostatni akord mistrzostw – elegancka kolacja poprzedzona krótkim podsumowaniem przez prezydenta duńskiej federacji i wręczeniem upominków członkom ekip oraz gospodarzom. Później nastąpiły „tańce, hulanki, swawole“...
Nazajutrz hotel powoli pustoszał. Około 11.00 wyruszyłyśmy i my w drogę do Polski. Trochę z żalem, ale naprawdę pełne wrażeń i w sumie zadowolone. Okazało się, że potrafimy nawiązać równorzędną walkę z przedstawicielkami innych europejskich krajów. Nie dane nam było spotkać się z tymi z najwyższych stopni podium, a sporo pracy jeszcze nas czeka, by dotrzymać im kroku.
Relację napisała Wiola Śliż - reprezentantka Polski...
|
Ateny przewodnik Ateny przewodnik www.audiotravels.pl… |
Paryż weekend Paryż weekend www.audiotravels.pl… |