28-08-2006, godz. 15:09
16 sierpnia 2005
Raz w roku w jednym z bularskich ośrodków dochodzi do „pojedynku gigantów”, czyli finału Drużynowego Mistrzostwa Polski. Być może słowo „gigant” jest tu trochę przesadzone, ale biorąc pod uwagę dość dużą selekcję można przyjąć, że grali tam najlepsi polscy zawodnicy... i niesamowici farciarze. Po raz drugi finał odbył się w formule „każdy z każdym”, co dla szesnastu ekip oznaczało dwudniowy maraton pojedynków. W tym roku takie spotkanie odbyło się w Żywcu w dniach 13 – 14 sierpnia.
Klub z Żywca już przyzwyczaił nas wszystkich do perfekcyjnej organizacji. I tym razem stanął na wysokości zadania. Cieszy zresztą fakt, że otwarcia, zamknięcia i w ogóle cała oprawa naszych turniejów jest coraz bardziej medialna, barwna i interesująca. Niektórzy mogą uznać to za przerost formy nad treścią i być może będzie miał nawet rację, ale od czegoś przecież trzeba zacząć. Tradycyjnie już przywitał wszystkich prezes Żywieckiego Klubu Boules, Andrzej Śliż, a otwarcia dokonali zaproszeni oficjele. Ton mów otwierających był na tyle podniosły, by poczuć rangę zawodów, ale jednocześnie na tyle niezobowiązujący, by wpisać się w rodzinną i radosną atmosferę petanque. Co prawda nie usłyszeliśmy legendarnego już „Boule to zbójecka gra – jednemu zabierze, drugiemu da”, ale przybyłych na zawody zawodników nie trzeba było przekonywać o prawdziwości tego stwierdzenia. Patosu ceremonii otwarcia dodał hymn narodowy oraz chwila ciszy ku pamięci Wandy Biel, oba te elementy jak najbardziej na miejscu.
Mistrzostwa Polski są o tyle specyficznym turniejem, że z góry wiadomo jest kto, z kim, kiedy i gdzie odbędzie pojedynek. Dlatego też właściwie zaraz po ceremonii otwarcia zawodnicy przystąpili do gry. Jeszcze przed zawodami zawodnicy i obserwatorzy w różnych rozmowach oraz w internecie dyskutowali na temat szans poszczególnych ekip. Tak naprawdę wszyscy oczekiwali pojedynku obrońców tytułu $$$, w nieśmiertelnym składzie Katarzyna Śliż, Andrzej Śliż i Jędrzej Śliż, z wygłodzonymi sukcesu Hefalumpami (Dominik Pilarski, Tomasz Lipczyński, Piotr Błasiak), którzy wzmocnili się rezerwowym Piotrem Siarą. W kolejce stali również kandydaci na „czarnego konia zawodów”, czyli dzierżoniowskie drużyny Młodzi Gniewni (Krawczyk, Wróbel, Ostrowski) i Trefle (Krawczyk, Wróbel, Melski), łódzka Ramaya (Markiewicz, Cybulak, Banaszkiewicz) czy wrocławskie Pytongi (Zając, Nowak, Gajewski). Wiele z tych ekip skorzystało z puli zawodników, którzy pozostali „poza burtą” i wzmocniła składy. Najistotniejszej zmiany dokonały Pytongi, zastępując nieobecnego Bogusława Zająca Danielem Siarą z Jedliny Zdrój.
Już pierwsze pojedynki pokazały, że potentaci nie zamierzają spuścić z tonu. Obrońcy tytułu pokonywali swoich przeciwników jednego po drugim. Pierwszego dnia w miarę wyrównaną walkę z nimi podjęli wyłącznie Młodzi Gniewni (przegrali 13:11) oraz, co było pewną niespodzianką, Tutufu (przegrali 13:10). Pozostałe ekipy musiały obejść się smakiem. W bojach z „dolarami” padli również potentaci, Trefle (13:7), Ramaya (13:2) i na koniec również Hefalumpy (13:4). Ta ostatnia drużyna miała swoją „czarną godzinę” ulegając w jednej z początkowych rund Młodym Gniewnym (13:5), później $$$, by zaraz potem przegrać bez walki z maskotką zawodów A.E.O.I.U.A. (13:4). Losy pozostałych walczących o podium toczyły się różnie, splatając się z sobą. Ramaya pokonała Młodych Gniewnych 13:10, Pytongi przegrały z młodą ekipą z Dzierżoniowa 7:13. Drużyna z Wrocławia dość niespodziewanie stała się cichym bohaterem pierwszego dnia Mistrzostw, wygrywając sześć z siedmiu sobotnich meczów. Zza pleców do czołówki doszusowała też Jedlina V (Maciejewski, Kowalczyk, Orpel).
Jak na standardy petanque w Polsce, niedzielne zawody rozpoczęły się nadzwyczaj wcześnie. Już około 9:30 toczyły się wszystkie zaplanowane na pierwszą rundę pojedynki. Drugiego dnia wciąż niepokonana pozostawała dolarowa ekipa z Żywca i wszystko wskazywało na to, że powtórzą oni wynik sprzed roku (15 zwycięstw). Pytongi musiały zapomnieć o swoich ambicjach po przegranych z mistrzami (13:0; Fanny!), Ramayą (13:12), 3xTak (13:9) i Piękną i Bestiami (Śliż, Biel, Dąbrowski; 13:11). Ta ostatnia drużyna tego dnia pokonała również Trefle (13:12) i Ramayę (13:10). Młodzi Gniewni, mimo iż, jak się okazało, rozdawali karty w starciu faworytów, tego dnia doznali trzech porażek z rąk Jażąbków (13:7), Bermudów (13:10) i Jedliny V (13:5). Hefalumpy wyraźnie podłamane wydarzeniami dnia poprzedniego musiały uznać wyższość zarówno Pytongów (13:4), Trefli (13:12), jak i Ramayi (13:8). Ta ostatnia zresztą pewnie szła po wicemistrzowskie medale doznając w niedzielę jedynie dwóch porażek. Drużyna $$$ zapewniła sobie tryumf już na trzy kolejki przed końcem zawodów, by w przedostatniej kolejce sensacyjnie ulec nieliczącemu się A.E.O.I.U.A. (13:5). Jak się później okazało, było to jedyne potknięcie żywieckich asów.
Mimo różnych kalkulacji i wyliczeń czarnym koniem zawodów okazała się drużyna Jedliny V, która po cichu i bez fajerwerków zapewniła sobie trzecie miejsce, pokonując w całym turnieju zarówno Trefle (13:4) jak i Młodych Gniewnych (13:5), a ulegając jedynie najsilniejszym: $$$ (13:6), Ramayi (13:4), Pytongom (13:5) i Hefalumpom (13:4).
Szukając drugiego dna w weekendowych grach pewien niepokój budzą przegrane faworytów z drużynami zupełnie bez znaczenia. Pierwszego dnia trzymające fason Hefalumpy „oddały mecz” A.E.O.I.U.A. (13:4). Stało się to zaraz po przegranym spotkaniu z głównym ich rywalem, czyli $$$ (chociaż nic nie było jeszcze pewnego, wielu obserwatorów i zawodników potraktowało przegraną wrocławian 13:4 jako utratę szans na sukces). Świadczy to o dużej skłonności do rozprężeń.
Podobne wady można wytknąć mistrzom, chociaż ich się ponoć nie sądzi. Zaraz po zapewnieniu sobie zwycięstwa w turnieju ponieśli jedyną swoją porażkę i to z tym samym A.E.O.I.U.A. (13:5), czyli ekipą z szarego końca. Równie zastanawiający jest wynik meczu z Tutufu (Żywczanie wygrali tylko 13:10). Najwyraźniej „dolary” pozwalają sobie na lekceważenie przeciwników, a taki błąd może ich dużo kosztować.
Młodzi Gniewni byli w świetnej formie przed zawodami i wszystko wskazywało na to, że powalczą o najwyższe miejsca. Niestety najwyraźniej jeszcze brakuje im rutyny, gdyż dwukrotnie pozwolili sobie na porażkę stosunkiem 13:1 – w meczach z drużynami Białozór i Trefle – ten drugi mecz prawie na pewno spowodowany był nerwami w spotkaniu z rodzicami.
Pozornie zaskoczyć może bardzo dobry występ ekipy Piękna i Bestie. W całym turnieju odniosła ona dziewięć zwycięstw, a przecież nie jest to ani drużyna szczególnie zgrana (przynajmniej nie robi takiego wrażenia), ani walcząca o miejsce w pierwszym rzędzie. Okazuje się, że doświadczenie, umiejętność czytania gry i boiskowy spryt są jeszcze w cenie i ekipa „wyjadaczy” może pokonać niejednego.
Trochę niepokojące jest to, że większość naszych czołowych drużyn gra niezwykle nierówno, wygrywa olbrzymią różnicą, by zaraz jeszcze większą różnica przegrać z porównywalnym przeciwnikiem. Wciąż zbyt dużo jest przypadkowości, a za mało nawyków treningowych.
Brak treningu sprawia również, że przy odrobinie pracy i chęci dość łatwo jest dogonić czołówkę. Jedlina V, która w swoim składzie miała tylko jednego doświadczonego zawodnika, Huberta Maciejewskiego, zajęła trzecie miejsce, pozostawiając wiele potencjalnie silniejszych drużyn w pobitym polu.
Zawiodą się ci, którzy oczekiwali w relacji narzekania na pogodę. Jaka ona ostatnio w Polsce jest – każdy widzi. Mimo jednak chłodnej soboty i niezdecydowanej deszczowo-słonecznej niedzieli, nikt nie śmiał nawet narzekać na aurę. Na pewnym poziomie po prostu już nie wypada.
Jeśli chodzi o organizację turnieju, to brak jest jakichkolwiek zarzutów. Ceremonie otwarcia i zamknięcia były dokładnie takie, jakie być powinny i jakich oczekiwaliśmy. W pewnym sensie zaskoczyli sami zawodnicy, którzy już nie narzekają na to, że w pozaboiskowych wydarzeniach też muszą odegrać pewną rolę.
Trzeba przyznać, że pod względem technicznym cały turniej przygotowany został perfekcyjnie i tu gospodarzom należą się szczególne słowa uznania. Żywiecki klub przyzwyczaił już do tego, ale mimo to za każdym razem zaskakuje profesjonalizmem.
Tegoroczne Mistrzostwa Polski za nami. Zwykło się mówić „Umarł król, niech żyje król!”, ale tym razem król nie musiał „umierać” i pozostał na tronie. Swoją szansę wykorzystały drużyny „z drugiej, a nawet trzeciej półki” i jeszcze raz sprawdziło się porzekadło „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. W malowniczym Żywcu, na świetnym bulodromie odbył się bardzo dobry turniej. Kto był, będzie miło wspominał te zmagania, kto nie był … niech żałuje i powalczy za rok.
Newsa napisał Maciek "Matyah" Ziółkowski...
|
Dotacje unijne Fundusze unijne, dotacje unijne. www.deltapartner.or… |
życzenia urodzinowe życzenia urodzinowe życzenia www.zycze.pl |
Laptopy Laptopy www.amt-notebooki.p… |
Sklep myśliwski Wielki sklep myśliwski www.lazik.com.pl |
Rajdy4x4.eu Strona o rajdach terenowych. www.rajdy4x4.eu |
|
yerba mate Najzdrowsza herbata swiata zdrowaherbata.pl |
Perfumy perfumy damskie, perfumy męskie www.ceneo.pl/Perfum… |
aparat do masażu aparat do masażu www.hwg.pl |
Warez, files, p2m Forum warez. Free moorhunt, files www.redwarez.org |
forum forum ajo.pl |